Najnowsze wydanie 41

Okladki E Wydani Magazyn Pomorski 41 

 

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Ewa Judycka, Anna Umięcka, Alina Kietrys, Barbara Miruszewska, Cezary Spigarski, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Tomasz Wróblewski, Ewelina Kroll

Skład: Maciej KREDA Jurkiewicz, www.produktart.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Radosław Michalak, Sławomir Panek, Fotogrupa, Marta Domańska, Krzysztof Lewandowski/KMArt Photo

W życiu i w golfie – wszystko co najpiękniejsze jest dopiero przed nami...

 

2.06.19 Tokary Golf Club 14

Rozmowa z Wacławem Laszkiewiczem, trenerem w klubie golfowym Tokary Golf Club.

 

Od kiedy jest Pan pasjonatem sportu?


W tym roku obchodzę pięćdziesięciolecie mojej działalności sportowej. Zacząłem, mając piętnaście lat, od podnoszenia ciężarów w „Odrze” Opole. Moim trenerem był Ryszard Szewczyk, jeden z najlepszych trenerów na świecie, dwudziestopięcioletni trener kadry olimpijskiej, znakomity fachowiec. Do dziś jest trenerem. Po wielu latach spotkaliśmy się w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Cetniewie i razem organizowaliśmy imprezy sportowe. Miałem szczęście do dobrych trenerów, często odwołuję się do ich doświadczeń.

 

Dlaczego wybrał Pan podnoszenie ciężarów?


Zainspirowały mnie słowa Pana Wołodyjowskiego z Trylogii: „Jak się ciebie nie będą bali, to się z ciebie będą śmiali”. Gdy mieszkałem w Opolu, w siódmej klasie szkoły podstawowej nauczyciel zaciągnął mnie na pływalnię. Chciał, żebym został pływakiem. Mnie jednak bardziej podobały się ciężary. Uprawiałem tę dyscyplinę przez trzy lata, po których rodzice wycofali mnie z treningów, bo przestałem rosnąć. Ciężary mnie zadusiły. Moi koledzy zostali mistrzami świata, mistrzami Europy, ale po latach odbiło się to fatalnie na ich zdrowiu.

 

Czy w Pana rodzinie były tradycje sportowe?


Nie. Pochodzę z rodziny nauczycielskiej. Moi dziadkowie byli przesiedleńcami spod Lwowa. Dostali nakaz pracy w szkole w Dębskiej Kuźni koło Opola na ziemiach odzyskanych. Dziadek był kierownikiem szkoły, babcia uczyła biologii i geografii. Mieszkaliśmy w tej wsi w domu nauczyciela. To było fantastyczne doświadczenie życiowe. Dzięki temu, że przez pierwsze dziesięć lat życia mieszkałem na wsi, umiem wszystko. Nie boję się zwierząt, umiem kosić, jeżdżę konno, łowię ryby. Umiem rozpalić ognisko z niczego. Właśnie tam zaraziłem się sportem. Mało tego, w wieku pięciu lat miałem kłopoty z sercem i leżałem kilka miesięcy w szpitalu.

 

Lekarz powiedział mi, że nigdy nie będę sportowcem. A ja mu odpowiedziałem: „Nie? To Pan zobaczy!”.

 

2.06.19 Tokary Golf Club 68

 

Jaka była Pana kolejna fascynacja sportowa?


Zacząłem uprawiać judo. Trenowałem przez trzy lata w Gwardii Opole pod okiem fantastycznego trenera Wiesława Kowalskiego. Potem zainteresowałem się strzelaniem. Pierwszy raz wziąłem karabin do ręki, gdy miałem sześć lat, i ku zaskoczeniu rodziców postrącałem wszystkie cele. Potem z nauką strzelania zetknąłem się na lekcjach Przysposobienia Obronnego. Chętnie uczestniczyłem w zajęciach, zostałem wytypowany na mistrzostwa woj. opolskiego LOK i te zawody wygrałem. Tam zauważył mnie trener Adam Szwajgert. Tak trafiłem do Gwardii Opole do sekcji strzelania. Kontynuowałem strzelanie jeszcze na Politechnice. Rodzice chcieli zrobić ze mnie inżyniera, ale mnie się to nie podobało. Wybrałem… wojsko, Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Zmechanizowanych i nadal w Śląsku Wrocław uprawiałem strzelanie. Tam, już jako podchorąży, zostałem powołany do kadry olimpijskiej, przygotowującej się do Olimpiady w Moskwie w roku 1980. Na olimpiadę jednak nie pojechałem, bo wyprzedził mnie kolega, któremu zresztą pomagałem w treningach.

 

Już wtedy miał Pan zadatki na trenera?


Całe życie uczyłem innych, bardziej pomagałem innym niż sobie. Mój trener powiedział, że będę lepszym trenerem niż zawodnikiem. Po skończeniu szkoły oficerskiej wyjechałem do Gdyni i wstąpiłem do klubu Flota Gdynia. Przez dziesięć lat służyłem w „piechocie morskiej”, w słynnych Niebieskich Beretach. Dodatkowo skończyłem AWF. W 1989 r. zostałem szefem trenerów w Wojskowym Klubie Sportowym „Flota Gdynia”, a w 1999 r., dyrektorem Klubu. Kierowałem najlepszymi trenerami w Polsce i przez dwadzieścia lat zdobyłem we „Flocie” bardzo cenne doświadczenie szkoleniowe i organizacyjne. To był w tamtym czasie czwarty klub w Polsce. Zdobywaliśmy około trzystu medali rocznie, z mistrzostw Polski, Europy i świata, w dziesięciu dyscyplinach sportowych.



A kiedy zakochał się Pan w golfie?


W wieku czterdziestu ośmiu lat, dwa lata przed przejściem na emeryturę. Będąc w Stanach Zjednoczonych, pierwszy raz zetknąłem się z golfem i nie mogłem trafić w piłkę. W moim życiu było coś takiego, że jeżeli pojawiała się jakaś trudność, to nie odstępowałem, musiałem ją pokonać. Jestem uparty do bólu. W miarę treningu, coraz bardziej zakochiwałem się w tej dyscyplinie. Po tym jak pierwszy raz uderzyłem w piłkę, moje wszystkie karabiny poszły w kąt. Odłożyłem nawet wędkę. Golf stał się moją pasją.

 

2.06.19 Tokary Golf Club 25

 

Jak doszło do założenia klubu w Tokarach?


Namówił mnie do tego kolega, przedstawiając mi właściciela terenu, pana Piotra Pospiesznego. Pomysł założenia klubu jako stowarzyszenia kultury fizycznej był mój. Po prostu przeniosłem strukturę klubu z „Floty Gdynia” i do dziś ta struktura działa bardzo dobrze. Po kilku latach „rozruchu” organizacyjnego zająłem się szkoleniem i tworzeniem grupy zawodników wyczynowych, a kierowanie klubem przejął Paweł Kulczykowski, który robi to świetnie do dnia dzisiejszego. Każdy z nas znalazł swoje miejsce. Klub istnieje już osiemnaście lat. Od 2005 roku jestem trenerem golfa.

 

Co sprawia, że po tylu latach Pana pasja do golfa ciągle trwa?


Moja radość z uprawiania tej pasji, to przekazywanie jej innym. Dzięki temu czuję się szczęśliwy i spełniony. Cieszę się, że już wiele zrobiłem. Ten bagaż doświadczeń pomaga mi funkcjonować. Jest dla mnie dźwignią pokonywania wszystkich przeszkód, także związanych ze zdrowiem. Gdy myślę o tym, co mnie czeka, wierzę, że wszystko co najpiękniejsze jest dopiero przed nami. To jest moje credo życiowe. A moje motto golfowe brzmi: „Jeżeli chcesz ożywić swój umysł i ciało, jeśli chcesz tak naprawdę poznać innych i siebie, jeśli myślisz, że już wszystkiego w życiu dokonałeś, że cię nic nie zaskoczy, zagraj w golfa”. W życiu spotkało mnie wiele tragicznych zdarzeń, najgorszych, jakie mogą się przyśnić, ale to wszystko jest za mną. Myślę, że potrzebny jest nam taki impuls, jaki zdarzył się mnie osobiście. Mówię wszystkim: nie bójcie się podejmować prób, nie bójcie się kompromitacji, nie bójcie się podejść i uderzyć piłeczkę… Spróbujcie. Jeżeli tego nie spróbujecie, to może was ominąć szczęście. Ja, dzięki temu, że się odważyłem, a bałem się kompromitacji, pomagam teraz ludziom, prowadzę ich na określone tory, wymuszam, aby nie przejmowali się głupotami. To daje mi szczęście: szukanie piękna, a nie narzekanie, że jest źle i niedobrze.

 

Jest Pan otoczony wspaniałymi ludźmi...


To my ich przyciągamy. Sami do nas nie przyjdą. Sami musimy być dobrzy i musimy kochać ludzi. Na siłę nikogo nie przyciągniemy.

 

Klub w Tokarach ma na swoim koncie wspaniałe sukcesy sportowe.


Moglibyśmy obdzielić sukcesami jeszcze kilka innych klubów. Tylko w ubiegłym roku zdobyliśmy Klubowe Wicemistrzostwo Polski Juniorów do osiemnastego roku życia, Wicemistrzostwo Polski Juniorów Młodszych. Marysia Żrodowska zdobyła Złoty Medal na Mistrzostwach Polski Match Play Amatorów. Na tych samych zawodach Jakub Dymecki zdobył IV miejsce. Na Międzynarodowych Mistrzostwach Polski Kobiet Marysia Żrodowska zdobyła w klasyfikacji międzynarodowej IV miejsce, a w klasyfikacji krajowej Brązowy Medal. Filip Kowalski został Wicemistrzem Polski Juniorów, a Dariusz Dymecki – II wicemistrzem Polski MID Amatorów. Maksymilian Biały miał jeden z najlepszych startów polskich juniorów w historii na arenie międzynarodowej. Podczas Światowego Finału „Faldo” Series w Abu Zabi zajął 29. miejsce w klasyfikacji generalnej i piąte miejsce w kategorii do szesnastu lat. Ponadto Marysia Żrodowska i Jakub Dymecki dzięki wspaniałej grze w golfa zostali stypendystami amerykańskich uniwersytetów. Drużyna Tokar to Klubowy Wicemistrz Polski w 2018 roku. W ubiegłym roku moi zawodnicy dwanaście razy reprezentowali Polskę w składzie drużyn w zawodach międzynarodowych.

 

Zdj. do wymiany Tokary

 

Wykłada Pan także w Akademii PGA.


Jest to nasza krajowa akademia, która szkoli trenerów, PGA Polska (Stowarzyszenie Instruktorów Golfa). Zajmujemy się golfem profesjonalnym. Organizujemy turnieje dla zawodowców i szkolimy trenerów na najwyższym poziomie. Uprawnienia przez nas nadawane są honorowane na całym świecie. Mamy jeden z lepszych programów szkoleniowych w Europie. Jestem wykładowcą modułu zarządzania.

 

Kto może przystąpić do kubu w Tokarach?


Każdy, kto chce. Tylko żeby grać, trzeba mieć tzw. Zieloną Kartę, takie golfowe prawo jazdy. Uprawnia do tego ukończony egzaminem kurs. Gracze muszą przestrzegać warunków bezpieczeństwa, znać wszystkie przepisy, techniki, regulaminy, muszą umieć wykonywać podstawowe uderzenia aby nie spowalniać gry. Kurs trwa dziesięć godzin, pięć spotkań po dwie godziny i kończy się egzaminem. Jak ktoś ma zieloną kartę może uczestniczyć w grze na wszystkich polach świata. Natomiast gdy staje się członkiem klubu, otrzymuje licencję zawodniczą. To się nazywa karta handicapowa. Żeby startować w zawodach, trzeba być zarejestrowanym członkiem klubu, opłacać członkostwo. Polski Związek Golfa prowadzi dla swoich zawodników karty handicapowe, w których określa liczbę uderzeń, które zawodnik może sobie adekwatnie do poziomu gry odejmować. To jest najbardziej rozpoznawalny dokument wśród golfistów. Licencja. Karta handicapowa. Karta HCB. Członkowie klubu korzystają z pola bez ograniczeń, bezpłatnie.



Na czym, w największym skrócie polega golf?


Gra polega na pokonywaniu dołków. Dołek to jest trasa: od startu do właściwego dołka, oddalonego o kilkadziesiąt lub kilkaset metrów od startu. Należy tę trasę pokonać jak najmniejszą liczbą uderzeń, która na każdym dołku jest określona tak zwanym parem. Par to nic innego jak liczba uderzeń, jakimi bardzo dobry golfista powinien zakończyć dany dołek. Na naszym polu w Tokarach, które ma powierzchnię 70 hektarów i jest polem mistrzowskim, takich tras jest jak na każdym polu mistrzowskim osiemnaście. Różnią się one od siebie długością i kształtem, jedne skręcają w lewo, inne w prawo, prowadzą pod górę albo z góry.

 

 

Najdłuższy dołek ma 530 metrów, najkrótszy 120 metrów. Każde pole golfowe jest zaprojektowane inaczej.


Zawodnicy pokonują po kolei te dołki i liczą uderzenia. Wszystkie kary, za wpadnięcie piłki do wody czy za zagubienie piłki, są doliczane jako dodatkowe uderzenia. Bardzo istotne jest to, że w golfie funkcjonuje takie pojęcie jak handicap, czyli liczba uderzeń, które możemy sobie odliczyć od naszego wyniku na całym polu. Dopiero wtedy porównujemy się do innych zawodników. W czasie turnieju zawsze są podawane dwie klasyfikacje, tzw. brutto, czyli realna liczba uderzeń (ona jest najbardziej wartościowa), i klasyfikacja netto, czyli po odliczeniu handicapu.

 

Czy w innych dyscyplinach sportowych również funkcjonuje handicap?


Nie znam sportu wyczynowego, w którym handicap jest określany, ale zawodowi golfiści nie mają handicapu. Ich obowiązuje tylko realna liczna uderzeń. Handicap jest tylko dla amatorów, aby bardziej cieszyli się grą. Bo to ekscytujące, że wcale nie trzeba być mistrzem techniki, żeby wygrywać zawody. Ja jako prowadzący i egzaminator, po zakończonym kursie, nadaję handicap, czyli tę liczbę uderzeń, jaką sobie dany kursant może odjąć. Oceniam i mogę przyznać maksymalną liczbę uderzeń, czyli 54 . Oznacza to, że zawodnik może sobie od wyniku na całym polu odjąć 54 uderzenia i dopiero wtedy porównuje się z innymi graczami.

 

Komisje śledzą postępującą grę, umiejętności i jeżeli zawodnik uzyskuje coraz lepsze wyniki, to jego handicap jest obniżany aż do zera. A dla najlepszych zawodników określa się nawet plusowe handicapy. Muszą sobie wówczas dodawać uderzenia, żeby się porównywać z innymi.

 

Czy dzieci też mogą grać w golfa?


Sport dzieci i młodzieży to priorytet, tak jest w każdym państwie. Bardzo dbamy, aby zawodnicy trafiali do nas możliwie najszybciej. Niektóre dzieciaki zaczynają nawet w wieku czterech, pięciu lat. Wtedy dbamy o ogólny rozwój i zabawę. Dopiero później dołączamy elementy współzawodnictwa, żeby dzieciaki nie za szybko zaczęły rywalizować, żeby nie za szybko nastąpił wyścig. W soboty i niedziele prowadzimy razem z drugim szkoleniowcem, instruktorką Karoliną Kulczykowską, takie szkolenie zabawowe dla dzieci. A ja potem z tego wyłapuję diamenty i je szlifuję.

 

Jaki jest podstawowy sprzęt do golfa?


To zawodnik decyduje o tym, co ma w torbie, czym uderza. Maksymalnie można mieć czternaście kijów. A ceny sprzętu są bardzo porównywalne do sprzętu narciarskiego. Można mieć sprzęt bardzo tani, całkiem dobry, nie trzeba od razu kupować mercedesa. Ale w miarę postępów, siłą rzeczy będziemy dążyli do lepszego sprzętu.


Na koniec zapraszam wszystkich do Tokar – obiecuję, że nie zmarnujecie czasu!

 

Dziękuję za rozmowę.


Maja Drutowska

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl