Niezależne instytucje kultury

dr Zbigniew Canowiecki
dr Zbigniew Canowiecki
prezydent Pracodawców Pomorza, wiceprezydent Konfederacji Lewiatan w Warszawie, przewodniczący: Konwentu Gospodarczego Uczelni Fahrenheita, Rady Programowej Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, Rady Fundacji Terytoria Książki, Muzeum Narodowego w Gdańsku, Społecznego Komitetu Wsparcia Budowy Opery Bałtyckiej, wiceprzewodniczący Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego w Gdańsku.

Felieton dr Zbigniewa Canowieckiego 

Niezależne instytucje kultury

Przyzwyczailiśmy się, że mamy w Polsce prywatne teatry i galerie, ale prywatne muzea wciąż są czymś wyjątkowym. O niezwykłej historii gdyńskiego prywatnego muzeum Stanisława Szukalskiego dowiedziałem się z obszernego artykułu zamieszczonego w trójmiejskim miesięczniku „Prestiż”. Pomorski przedsiębiorca z branży elektrotechnicznej i wnętrzarskiej, Krzysztof Ziemann, prywatnie pasjonat i kolekcjoner sztuki, zainteresował się twórczością Stanisława Szukalskiego po obejrzeniu na Netfliksie filmu dokumentnego o tym polskim artyście. Szukalski wiele lat spędził w Stanach Zjednoczonych, gdzie zmarł w 1987 roku. Był jednym z najoryginalniejszych twórców XX wieku, wizjonerem i skandalistą, nazywanym największym polskim rzeźbiarzem XX wieku. W latach 70. na nowo odkryli go amerykańscy artyści komiksowi z Kalifornii, w tym rodzina DiCaprio, którzy zafascynowali się jego dorobkiem i osobowością. Krzysztof Ziemann rozpoczął budowę swojej kolekcji, kupując kolejne rzeźby, rysunki i fotografie, ale największą liczbę prac zakupił od amerykańskich spadkobierców artysty. Można je oglądać w specjalnie zbudowanym przez Krzysztofa Ziemanna prywatnym muzeum w Gdyni, które zostało otwarte we wrześniu 2025 roku. Właścicielowi udało się zgromadzić bogatą kolekcję dzieł sztuki oraz zabytków będących świadectwem życia i twórczości Stanisława Szukalskiego, pochodzących zarówno z czasów jego buntowniczej młodości, jak i schyłku życia. Można podziwiać ponad 60 rzeźb różnorodnego formatu, obrazy oraz liczne medale i monety według projektów artysty. Na ekspozycji znajdują się również obrazy i rysunki pierwszej małżonki Stanisława Szukalskiego, chicagowskiej artystki Helen Walker oraz archiwalne zdjęcia, listy, unikatowe publikacje i kolekcja narzędzi rzeźbiarskich, którymi się posługiwał. 

Oczywiście, jak w każdym muzeum oprócz wystawy stałej organizowane są wystawy czasowe i na taką zostałem ostatnio zaproszony. Na wernisaż wystawy „Przenikanie” profesora Macieja Świeszewskiego i jego uczniów stawiły się rzesze miłośników jego twórczości. Jest artystą rozpoznawalnym, którego monumentalne dzieło malarskie pod tytułem „Ostatnia Wieczerza” eksponowane jest w hali gdańskiego lotniska. Wspaniałą  laudację wygłosił profesor nauk chemicznych Piotr Stepnowski, rektor Uniwersytetu Gdańskiego i wybitny specjalista z dziedziny ochrony środowiska. Zadziwił obecnych swoją znajomością i analizą twórczości bohatera wieczoru, profesjonalizmem i celnością ocen artystycznych mówiąc: „Dopiero co miałem okazję przemawiać w murach Teatru imienia Stanisława Ignacego Witkiewicza w Zakopanem podczas pierwszego wernisażu wystawy »Przenikanie«. Tam, w tej niezwykłej przestrzeni, duch Czystej Formy unosi się nieustannie nad sceną, a każda wypowiedź o sztuce zdaje się natychmiast wchodzić w dialog z metafizycznym niepokojem. No a dziś jesteśmy w miejscu równie niezwykłym. Miejscu pulsującym wyobraźnią Stanisława Szukalskiego. I trudno oprzeć się wrażeniu, że choć zmieniliśmy scenę, nie opuściliśmy ani przez chwilę tego samego „dramatu”. Bo czyż nie są to dwa bieguny jednej epoki? Dwa sposoby mierzenia się z tym samym pytaniem o sens formy, o sens sztuki, ba, o sens świata?”. Analizując twórczość Macieja Świeszewskiego, dodał między innymi: „Artysta wpisany w opowieść o kryzysie świata, o rozpadzie dawnych porządków… Ale czyż w tej przestrzeni nie brzmi to także właściwie? Jako próba ocalenia sensu poprzez formę, poprzez powrót do źródła, poprzez stworzenie własnego artystycznego języka? Witkacy domagał się formy wywołującej wstrząs metafizyczny. Szukalski – formy, która buduje mit.  Świeszewski zdaje się iść pomiędzy nimi. Jego obrazy nie są ilustracją. Są totalną sytuacją. Są napięciem – zawieszonym między konstrukcją a symbolem, między tym, co widzialne, a tym, co za moment się wyłoni”. Dlatego też wielbiciele twórczości Macieja Świeszewskiego czekają na kolejne jego dzieło, nad którym obecnie pracuje, pod tytułem „Sąd Ostateczny”. Już dzisiaj dyskusja rozpala wyobraźnię wielu osób przypominających największy pomorski skarb, jakim jest obraz Hansa Memlinga o tym samym tytule, stworzony między 1467 a 1471 rokiem.

Na wystawie zorganizowanej przez Muzeum Szukalskiego przy współpracy z Fundację Amani Małgorzaty i Tadeusza Makulskich oprócz twórczości Świeszewskiego prezentowane są obrazy laureatów Nagrody im. Jacka Żuławskiego oraz studentów z Pracowni profesora. Obrazy te zachwycają swoją dojrzałością artystyczną i doskonałą techniką malarską. Muszę więc zakończyć mój felieton kolejnym cytatem z wystąpienia prof. Stepnowskiego: „Patrząc na obrazy i rysunki Świeszewskiego, odnosi się wrażenie, że nieustannie wymykają się one stabilności. Że są niby to zamrożonym gestem, który za chwilę może eksplodować znaczeniem. A jednocześnie, zupełnie jak rzeźby Szukalskiego, trwają, ciężkie od sensu, zakorzenione w czymś głębszym niż tylko chwilowa interpretacja. I w tym ujęciu Transgresja Świeszewskiego (prezentowana na wystawie) nie jest dekonstrukcją czy destrukcją. Jest przejściem. Z klasycyzmu w nieuchwytność. Z figuracji w metafizykę. A przy tym wszystkim pozostaje wierność warsztatowi. W czasach, gdy łatwiej ogłosić koniec malarstwa, niż namalować dobrą dłoń, Świeszewski i jego uczniowie przypominają nam, że sztuka musi opierać się na fundamentalnych wartościach”.