Wiosenne porządki – mniej znaczy więcej

Anna Fibak
Anna Fibak
Dyplomowana coachka wspierająca kobiety w procesie zmiany i rozwoju. Entuzjastka psychologii pozytywnej. Jako ekspertka public relations doradza firmom w planowaniu i realizacji skutecznych działań komunikacyjnych.

Felieton Anny Fibak

Wiosenne porządki – mniej znaczy więcej


Dodajemy: kompetencje, projekty, role, cele, pasje, znajomości, rzeczy, aktywności. Gdzieś, kiedyś, jakoś daliśmy sobie wmówić, że dodawanie jest dowodem rozwoju. Przecież, kto stoi w miejscu, ten się cofa. Przecież od przybytku głowa nie boli. Więc dodajemy. Więcej, szybciej, intensywniej, bardziej.

Problem w tym, że w pewnym momencie – choć nadal dodajemy – suma przestaje rosnąć. Rosną już tylko zmęczenie, zniechęcenie, poczucie zagubienia i chaos. Dzień wypełnia się zadaniami, a niekoniecznie sensem. Lista rzeczy do zrobienia ciągnie się jak spaghetti, ale satysfakcja z wykonanej pracy smakuje jak skwaśniały sos do makaronu. W kalendarzu coraz ciaśniej, w głowie coraz głośniej. Doba nie chce mieć więcej niż 24 godziny.

O priorytetach mówimy w liczbie mnogiej, jakby samo słowo nie niosło w sobie idei wyboru. Wszystkie projekty są równie ważne, zadania równie pilne, cele krótko- i długoterminowe jednoczesne. Próbujemy pogodzić coś, czego pogodzić się nie da. 

Świat tego chce, więc i my tego chcemy. Żeby nadążać za światem. Myślimy tak: osoba ciągle zajęta, będąca „w ruchu”, odbierana jest jako naprawdę (!) wartościowa, niezbędna, potrzebna, nie do zastąpienia. Tak czujemy. Albo taką mamy nadzieję. I pędzimy dalej.

Kalendarz wypełniony po brzegi mylimy z kalendarzem sensownie zaprojektowanym. W końcu pojawia się subtelne pęknięcie: rośnie liczba spraw domkniętych formalnie, ale maleje poczucie, że naprawdę coś doprowadziliśmy do końca. Już pchają się kolejne sprawy, którymi „powinniśmy” się zająć.

Co robimy w tym „momencie pęknięcia”? Próbujemy robić jeszcze więcej – lepiej planować, szybciej reagować, dokładać narzędzia do zarządzania czasem, projektami, zadaniami. Znowu dodajemy. Jakby problemem był niedostatecznie precyzyjny i niedostatecznie wyposażony system zarządzania sobą. 

Z dumą mówimy: jestem wielozadaniow_. Mam złą wiadomość: wielozadaniowość nie istnieje. Ludzki mózg nie potrafi skupić się w pełni na dwóch skomplikowanych zadaniach naraz – jedynie szybko przełącza się między jednym i drugim. Jakie są tego konsekwencje? Mam kolejną złą wiadomość: spadek efektywności, wzrost liczby błędów, rosnący poziom kortyzolu, a więc i stresu, rozdrażnianie, chroniczne zmęczenie, w końcu wypalenie.

Kiedy rzeczy w Twoim życiu przestają się sumować, zacznij odejmować 
Przekonanie, że rozwój musi oznaczać nieustanne dodawanie, to błąd. Pozornie nieatrakcyjne mniej robi miejsce na szerzej, głębiej, dokładniej, na wyższym poziomie, lepszej jakości, spokojniej, na czas. Najwyższa więc pora, by nauczyć się odejmować.
Odejmowanie nie ma dobrej reputacji. Kojarzy się z rezygnacją, a rezygnacja z porażką. Niesłusznie. Umiejętność wyboru, podjęcia decyzji, co jest istotne, a co jest zakłócającym szumem – przysłowiowego oddzielenia ziaren od plew – to kompetencja z najwyższej półki.
Gdy większość życia spędziliśmy na dodawaniu, odejmowanie może wydawać się trudne. To proces, który wymaga odwagi. 
Dobra wiadomość jest taka: odejmowanie nie musi przyjmować spektakularnej formy. Nie chodzi o to, żebyśmy z hukiem pozbywali się tego, co wcześniej tak ochoczo dodawaliśmy. Chodzi o to, by dać sobie czas na zastanowienie, głębszą refleksję, nad tym, co i dlaczego jest ważne, co jest zgodne z nami – z naszymi wartościami, co służy nam i naszym najbliższym.
Odejmowanie sprawia, że zaczynamy widzieć strukturę. Zostaje to, co naprawdę istotne. Uwaga przestaje się rozpraszać, decyzje odzyskują wagę, a wysiłek kierunek. Nagle okazuje się, że mniej nie oznacza mniejszego wpływu. Oznacza wpływ wreszcie czytelny. 
Być może więc pytania o rozwój i efektywność, które tak chętnie stawiamy w pracy i w życiu, są postawione w niewłaściwy sposób. Zamiast pytać, jak pomieścić więcej, warto zapytać, co przestało się już sumować. 

Na początek proste ćwiczenie dla chętnych
Usiądź w ciszy. Na kartce (zachęcam, by była to kartka i długopis, bo ręczne pisanie pomaga się skupić i czyni notatki bardziej osobistymi) wypisz wszystkie aktywności, zadania, obowiązki, czynności, które wypełniają Twój dzień. Niech znajdzie się tam wszystko, co dodał_ś już do swojego codziennego życia w pracy i poza nią.


Przeczytaj ją powoli, uważnie. Następnie przy każdej pozycji odpowiedz sobie szczerze na pytania:
•    Czy to w ogóle musi być zrobione?
•    Co się stanie, jeśli to nie zostanie zrobione?
•    Czy to zadanie jest z kategorii „miło byłoby to mieć/robić”, czy z kategorii „absolutnie niezbędne”?
•    Jeśli zadanie musi być wykonane – czy to ja muszę je wykonać?
•    Kogo próbuję zadowolić, podejmując się tego zadania?
•    Kto inny może wykonać to zadanie?

Zacznij odchudzać swoją listę.

Przeczytaj odchudzoną wersję. Zamknij oczy. 

Co czujesz? Gdzie w ciele to poczuł_ś? Jakie to uczucie? 

Kiedy lista jest krótsza, co staje się możliwe dla Ciebie i Twoich bliskich?

Powodzenia w odejmowaniu. Pamiętaj: mniej oznacza więcej – energii i czasu na to, co naprawdę dla Ciebie istotne.