Felieton - dr hab. Tomasz Bojar-Fijałkowski
„Wiosna, wiosna, ach to ty”
Przystępując do pisania nowego felietonu, przypominam sobie zazwyczaj poprzedni, tak aby wejść w styl i nastrój. Jeśli Państwo nie pamiętacie, to w grudniu napisałem: „Nie da się ukryć, że świąteczny klimat zawitał już na Pomorze, choć aktualnie bez białego puchu, którego wyczekują najmłodsi, ale już nie koniecznie kierowcy”. Trzeba uważać na prośby do losu i życzenia. Chwilę później przyszedł upragniony śnieg i został już z nami na długo. Specjalnie nie piszę do kiedy, bo przecież aktualny numer „Magazynu Pomorskiego” nie trafi do Państwa rąk jutro, a z pogodą już niczego pewnym być nie można. Kto wie, może kiedy będziecie Państwo czytać te słowa, wysokie zaspy na poboczu dróg już stopnieją, chodniki przestaną być ślizgawkami i odzyskamy miejsca postojowe? Ale może śnieżyce wrócą i nadal będę musiał walczyć szuflą na podjeździe, chodniku i ulicy?
Zimowych przygód miałem sporo. Pewnego wieczoru auto przykleiło mi się od spodu do zaspy śniegu. Nie dało się nim ruszyć mimo pracy kół, póki nie zbiłem lodu. Drugą ofiarą zimy był rosół. Wiadomo, zimą każdy balkon czy taras stanowi dodatkową chłodziarkę, czy nawet zamrażarkę. Dziwi to bardzo mieszkającego u nas od niedawna Eduardo z Brazylii, który realizuje roczny program wymiany z Rotary International. W jego kraju chyba nie wystawiają jedzenia na dwór? Mieszkańcy Małopolski także nie – bo wystawiają na pole. My chyba też już nie będziemy, bo rosół wypiły dziki. Jak do tego doszło? Zamarzła i przestała rozsuwać się brama od ulicy. Przez otwartą weszły dziki, na tarasie zsunęły przykrywkę z garnka z rosołem, jaki ugotowałem dla przeziębionego syna, wszystko wypiły i zjadły, do ostatniej marcheweczki. Całe szczęście Leonard zdążył zjeść talerz przed atakiem dzików i pewnie dzięki temu wyzdrowiał. Nie tylko zupa padła ich ofiarą. Dziki rozszarpały też, w poszukiwaniu pożywienia, worki ze starannie posegregowanymi śmieciami. No i na co mi były studia, doktorat, habilitacja, musiałem zakasać rękawy i zająć się zbieraniem odpadów. Może to jest jakiś znak od opaczności, że pora wrócić do branży odpadowej? Kiedyś w niej pracowałem, w czasach kiedy wprowadzana była „rewolucja śmieciowa” i gminy przejmowały zadania w zakresie odbioru i transportu odpadów. Korzystam tym samym z okazji oraz gościnnych łamów magazynu i reklamuję swoje usługi w obszarze gospodarki odpadami.
Zima tego roku była wyjątkowo długa. Nawet nasz Brazylijczyk, który bardzo się cieszył, obserwując pierwszy raz w życiu płatki śniegu, zaczął narzekać. Z jakiś, bliżej mi nieznanych, powodów tylko nas na Pomorzu tak szczodrze obdarzyło śniegiem. W innych regionach kraju już dawno o nim zapomnieli. Byłem na Kujawach, a tam zielona trawa. Nawet w Warszawie, z której właśnie wracam wygodnym pociągiem, zostały tylko drobne ślady śniegu. Jest za to dużo miłych pomorskich i gdańskich akcentów.
Wizyta w stolicy była okazją, żeby pokazać co nieco gościowi z Brazylii. Poszliśmy między innymi do nowego muzeum sztuki nowoczesnej i od razy spotkaliśmy tam prominentnych gdańskich i pomorskich urzędników – nazwiska dla wiedzy Redakcji, wszakże nie wiem, czy byli w delegacji i jak rozliczali bilety do muzeum, a nie chciałbym nikomu zaszkodzić. Panów serdecznie pozdrawiam i za miłą rozmowę w windzie dziękuję. Wspomniane muzeum wzbudza pod względem architektonicznym spore kontrowersje, ale chyba o to chodzi. Gdański ECS też nie wszystkim się podobał. Ponoć tak samo opera w Sydney, nie mówiąc już o Wieży Eiffla. Ufam, że niebawem czeka nas podobna dyskusja o nowej gdańskiej operze. Co do wystawy w muzeum trudno mi się kompetentnie wypowiadać, wszakże słabo znam się na sztuce, szczególnie nowoczesnej.
Za to jak każdy w Polsce znam się na polityce, pogodzie i wszystkich aktualnych wydarzeniach, choćby Iranie oraz lotniskach w Emiratach Arabskich i Katarze, na których akurat byłem. Pozostańmy jednak przy pogodzie, życząc jak najlepiej Irańczykom. Dziś za oknem wygląda, jakby wiosna w końcu sobie o nas przypomniała. Aż chce się zanucić słowa piosenki Marka Grechuty „Wiosna, wiosna, ach to ty”. Kiedy wyszło słońce, od razu świat stał się piękniejszy i po prostu chce się żyć. Stąd sieci handlowe już reklamują korę, sadzonki i inne akcesoria do pielęgnacji ogrodów, choć w moim wciąż jest sporo śniegu. Da się za to zdjąć szaliki i rękawiczki, może nawet ciepłe płaszcze.
Wzmożony ruch widać też na siłowniach i w klubach fitness. Trwa zapewne jeszcze sezon realizacji noworocznych postanowień, w tym tych dotyczących oszałamiającej figury prezentowanej latem w skromnych strojach kąpielowych. Co cieszy, spotykam w siłowni sporo młodzieży i ćwiczące całe rodziny. Jak to mówią „w zdrowym ciele, zdrowy duch”, a problem otyłości nie jest już widoczny tylko na amerykańskich filmach, ale wokół nas, także wśród dzieci. Dlatego syn Leonard dostał kartę do klubu fitness i rozpoczął przygodę z bieżnią, rowerkiem oraz maszynami do ćwiczenia barków, klatki i brzucha. Trzymajcie Państwo, proszę, kciuki za jego mobilizację oraz moje talenty trenerskie, wszakże ani z jednym, ani z drugim nie jest łatwo. Ja będę trzymał kciuki za wiosnę, bo po niej już przecież blisko do lata!
Pozdrawiam,
Tomasz Bojar-Fijałkowski