Festiwal Szekspirowski po raz 30. w Gdańsku
Hamlet wielokrotnie zawojował widzów

W dziełach Szekspira ciągle są wartości i sensy, które zaskakują i zyskują uznanie widzów. To oczywista prawda tegorocznego szekspirowskiego maratonu. Był imponujący. Poza spektaklami w trzech konkursach i zaproszonymi zagranicznymi widowiskami liczba imprez towarzyszących zajmowała widzów od godzin południowych do nocy. Emocje budziły nie tylko wystawa fotografii Dawida Linkowskiego, nowy mural w podziemnym gdańskim przejściu ulicznym – dzieło ukraińskiej ilustratorki Olgi Yatsechko od kilku lat mieszkającej w Trójmieście, kulinarna uczta szekspirowska i silent disco. Były też wydarzenia krytyczne, spotkania z widzami po spektaklach, nocne spacery po Gdańskim Teatrze Szekspirowskim, projekcje filmowe, promocja wznowienia ostatniej książki prof. Limona „Szekspir. Siedem grzechów głównych (z zarazą w tle)”. Wolontariusze i stała ekipa festiwalowa od pięciu lat pod wodzą dyrektorki Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego Agaty Grendy, a od zarania festiwalu przy twórczym udziale Joanny Śnieżko-Misterek wspomaganej przez Annę Szynkaruk-Zgierską oraz zespół koordynujący stworzyli jubileuszowy festiwal poświęcony i dedykowany prof. Jerzemu Limonowi. Był on inicjatorem i współtwórcą tego festiwalu, a przede wszystkim pełnym wiary i szaleństwa pomysłodawcą budowy teatru szekspirowskiego w Gdańsku. Hasło tegorocznego festiwalu „pochwała szaleństwa” zrealizowane zostało w pełni.
W konkursie o nagrodę Złotego Yoricka, najważniejszym na festiwalu, zaprezentowano trzy realizacje „Hamletów”. Były to głośne przedstawienia. Z Teatru Śląskiego im. Wyspiańskiego z Katowic „Hamlet” zagrany po śląsku, z Teatru Zagłębia z Sosnowca przyjechał „Hamlet” dziejący się z udziałem AI, a z Warszawy okrzyknięty wydarzeniem i najbardziej oczekiwany „Hamlet” Teatru Powszechnego w reżyserii Kamila Białaszka. To nowy, 26-letni gwiazdor polskiej reżyserii. Rapowy artysta, student reżyserii w Akademii Teatralnej w Warszawie wcześniej wyrapował „Pana Tadeusza” w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie i wyreżyserował „Niewyczerpany żart” w Teatrze Narodowym w Warszawie. Oba spektakle miały gorące i skrajne recenzje. „Hamleta” natomiast zrobił też po swojemu w teatrze im. Zygmunta Hubnera w Warszawie, dopisując sztuce Szekspira w drugiej części spektaklu własne, rozległe publicystyczne sekwencje. Drażniła mnie w tym przedstawieniu kapitalistyczna nadinterpretacja szekspirowskiego „Hamleta”. Opowieść o odpowiedzialności i o zemście zamieniona w rodzaj happeningowego show z sedesami na środku sceny (i żeby było jasne nie gorszą mnie pisuary na scenie) zagubiła prawdę o wątpliwościach i szaleństwie Hamleta. Irytował mnie intelektualny infantylizm przedstawienia i tania publicystyka w drugiej części spektaklu, w dopisanych przez Kamila Białaszka dialogach, szczególnie tych włożonych w usta Gertrudy, matki Hamleta. Oczywiście literaturą w teatrze można się bawić, ale przydałoby się pamiętać, że wcześniej łamano już konwencję. Rewolucja interpretacyjna „Hamleta” wymaga głębszych sensów, a tych w tym spektaklu zabrakło. I nagrody w Gdańsku też.
Tegoroczne jury (Dorota Buchwald, Ronan Paterson i Jay Wegman) jednogłośnie przyznało nagrodę Złotego Yoricka Teatrowi Zagłębia z Sosnowca za spektakl „Hamlet” w reż. Jacka Jabrzyka. Zgadzam się z wyborem jurorów. To rzeczywiste, współczesne „myślenie Szekspirem”. Słusznie doceniona została przez jurorów ranga zespołu aktorskiego z Sosnowca, bo ogromny i mądry to wysiłek twórczy. Ten „Hamlet” to opowieść o współczesności, o zagubieniu i poszukiwaniu siebie w świecie przemocy, to uniwersalna artystyczna propozycja i opowieść o tożsamości, którą tytułowy bohater chce odnaleźć w relacji ze współczesną naszemu światu sztuczną inteligencją. Dziennikarze nagrodą specjalną uhonorowali Wojciecha Leśniaka, który w tym „Hamlecie” gra Starego Aktora (a nie Hamleta). Monologu „być albo nie być” w jego interpretacji widownia festiwalowa słuchała w dzwoniącej ciszy. Nagrodę główną dziennikarze przyznali spektaklowi „Juliusz Cezar” w reżyserii Jakuba Zubrzyckiego, który w ramach konkursu Nowy Yorick, czyli idei Work in Progress tego festiwalu, przygotowany został w Teatrze Nowym im. Izabelli Cywińskiego w Poznaniu. Nagrodę przyznano za klarowną interpretację dramatu Szekspira i za przejmującą wizję ciężaru władzy stworzoną przez Antoninę Choroszczy, która grała tytułową rolę. Poruszył mnie ten spektakl jasnością przekazu. Młody reżyser ulokował akcję dramatu Szekspira w studiu telewizyjnym. Była to dobra przestrzeń do aktualnego odczytania namiętności i zbrodni Juliusza Cezara. Jury festiwalu w konkursie Nowego Yoricka nagrodziło natomiast Anielę Płudowską za spektakl „Hej Hamlet” przygotowany w Teatrze Współczesnym w Szczecinie. Na mnie ten spektakl nie wywarł specjalnego wrażenia, choć był osadzony w świecie sztucznej inteligencji i swoistej cyfrowej psychozy.
Wzruszającym natomiast i artystycznie ważnym scenicznym wydarzeniem był pokaz spektaklu „Hamlet. Książę Danii” w reżyserii Jacka Głomba i Krzysztofa Kopka. Spektakl powstał ponad ćwierć wieku temu i zagrany został na tegorocznym festiwalu po raz ostatni w klubie muzycznym B90 na terenach dawnej stoczni gdańskiej. Wzruszające pożegnanie z tytułem połączono z uhonorowanie Jacka Głomba, byłego wieloletniego dyrektora teatru w Legnicy, Grand Yorickiem za całokształt pracy artystycznej i odwagę twórczą. W laudacji podkreślano, że spektakle Jacka Głomba „prowadziły do miejsc naznaczonych historią i pamięcią, odkrywając ich teatralny potencjał” i udowadniały, że „teatr może wyrastać z miasta i prowadzić z nim dialog, a Szekspir może zabrzmieć równie mocno poza murami teatru, w przestrzeniach prawdziwego życia”. Historyczny „Hamlet” został ostatni raz przyjęty entuzjastycznie przez publiczność festiwalu.
W tym roku zagranicznym wydarzeniem na festiwalu był „Król Lear” w reżyserii Silviu Purcărete z Teatru Narodowego im. Marina Sorescu w Krajowej (Rumunia). To widowisko o upadku wszelkich wartości, o okrutnej rodzinie i niszczącej władzy wciągało widzów w wir wydarzeń. Siła tej tragedii mogła porażać.
Hitem tegorocznego festiwalu była kanadyjska taneczna wersja „Hamleta” w reżyserii Roberta Lepage’a, oklaskiwana na scenie Teatru Wybrzeże przez kilkanaście minut. Widowisko połączyło imponująco balet klasyczny ze współczesnym teatrem tańca. Nie po raz pierwszy na szekspirowskim festiwalu gościł spektakl interpretujący choreograficznie działo Szekspira. U Lepage’a urzekała perfekcja ruchowa i dramaturgiczna sprawność zespołu połączona ze świetną muzyką i światłem dodającym inscenizacji spektakularnego efektu. Rozpisane ruchem i gestem postaci budowały oryginalną i piękną opowieść w duchu Szekspira. Świadome ograniczenie wątków fabularnych „Hamleta” nie zaszkodziło tej interpretacji. Najważniejsza była staranność, precyzja i perfekcja wykonawcza. To była sceniczna uczta w perfekcyjnej formie.
Drugim istotnym konkursem szekspirowskiego festiwalu w Gdańsku są zmagania o nagrodę SzekspirOFF. Ta w tym roku trafiła do zespołu Inwazja za spektakl „Lady staje się Makbetem”. Reżyserka Olesia Nieżywa zastosowała różne stylistyki, co podkreślił werdykt jurorów, i świadomie bawiła się konwencjami w pełnej humoru i inteligentnego dowcipu, ironicznej historyjce o niedocenianej przez Szekspira Lady Makbet. Opowieść o zaproszeniu do studia telewizyjnego na Ladies Night Show Lady Makbet, Lady Wirginii Woolf i Lady Szekspir przeprowadzono z feministyczną werwą. Żona Makbeta wie, że władzę mają tylko mężczyźni, choć ich zasługi są mniejsze. Rozpoczyna więc walkę o prawa kobiet. Zespół Inwazja to wspólne międzynarodowe działanie zespołów artystycznych polskich i ukraińskich.
Nagroda Specjalna Konkursu SzekspirOFF 2026 słusznie trafiła do Roberta Talarczyka za spektakl „Cały świat jest sceną”. To ciekawy pomysł na wspólną edukacyjną zabawę. Talarczyk zadbał, by małe grupki widzów zanurzyć w swoim przedsięwzięciu, by chcieli być uczestnikami gry, dzięki której poznają lub odgadną fabułę utworów Szekspira. W escape roomie zniknęli wykonawcy spektakli, ale pozostawili porozrzucane w półmroku różne eksponaty. Trzeba było zgadywać, do kogo należały poszczególne przedmioty.
Publiczność 30. Międzynarodowego Festiwalu Szekspirowskiego w Gdańsku nagrodziła Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego za spektakl „Tragedyjo Hamleta, ksiyncia Dynymarku” w reżyserii Roberta Talarczyka. I to był wybór pełen sympatii wobec śląskich artystów, którzy tym spektaklem naprawdę wywołali szczere emocje i aplauz.
Na festiwalu pojawiał się też wątek nadania Gdańskiemu Teatrowi Szekspirowskiemu imienia Jerzego Limona. Petycję w tej sprawie podpisało oficjalnie 800 osób, min. Krystyna Janda, Jolanta Kwaśniewska i Andrzej Seweryn. W trakcie festiwalu odsłonięto na frontowej ścianie GTS pamiątkową tablicę poświęconą Profesorowi, ale oczekiwania są wyraźnie większe. Czy się spełnią? Tempus fugit.
Alina Kietrys
Fot. Materiały promocyjne 30. Festiwalu Szekspirowskiego

