Gdy bezpieczeństwo staje się strategią
IZOPANEL
Jubileusz 30-lecia
Trzy dekady na rynku budowlanym to nie przypadek. To konsekwencja, odpowiedzialność i jasna filozofia działania. Dla Adama Muzyczuka, właściciela firmy Izopanel, kluczowym słowem od początku było bezpieczeństwo. Nie jako hasło marketingowe, ale realna wartość, którą firma daje swoim klientom. Każda inwestycja powstaje indywidualnie, a proces jej przygotowania angażuje cały zespół. O tym, co stoi za 30-letnim jubileuszem i jak buduje się zaufanie na lata, rozmawiamy z twórcą Izopanelu.
Na początku wróćmy do momentu powstania firmy. Co trzydzieści lat temu było dla Pana najważniejsze i czy już wtedy bezpieczeństwo było fundamentem działania?
Gdy rozpoczynałem swoją działalność biznesową, kończyły się czasy pozornego bezpieczeństwa, gwarantowanej pracy, dochodu i szkoły, a zaczynał okres niepewności. Czas, w którym trzeba było działać odważnie, podejmować ryzykowne decyzje, licząc się z ich nie zawsze pozytywnymi konsekwencjami. Tamte czasy więc niespecjalnie kojarzyły mi się z bezpieczeństwem i na pewno nie ten czynnik był motorem naszych działań w tamtym czasie.
Potrzebowaliśmy, zarówno my, nasi klienci, jak i cały kraj, kilkunastu lat, aby bezpieczeństwo stało się podstawą naszych działań. W tym początkowym okresie naszej działalności kierowały nami inne czynniki: odwaga, kreatywność, pomysłowość, czasem w ilości nadmiernej. Czasem ponosiliśmy tego konsekwencje, zwłaszcza w perspektywie krótkoterminowej, jednakże patrząc z perspektywy czasu, to właśnie dzięki temu w dłuższym terminie okazaliśmy się być jednymi ze zwycięzców biznesowego wyścigu.
Istotą firmy jest bezpieczeństwo. Co ono oznacza w praktyce dla inwestora i dlaczego właśnie ta wartość pozwoliła firmie działać przez trzy dekady?
Jedną z podstawowych nauk, jakie wynieśliśmy z wczesnego okresu działalności naszej firmy, było to, że nasza odwaga w działaniach, cała nasza kreatywność nie może narażać naszych klientów na ryzyko. Oczywiście, jakiekolwiek działanie niesie za sobą pewien poziom ryzyka, jednakże od dobrych kilkunastu lat minimalizacja tego ryzyka stała się naszym podstawowym hasłem i misją firmy.
Każde nasze działanie i decyzję wewnątrz firmy oceniamy przede wszystkim w kontekście tego, jaki wpływ będzie to miało na szeroko pojęte bezpieczeństwo. Jako uczestnicy rynku budowlanego musimy zwracać uwagę na jego wiele aspektów. Zacznijmy od najważniejszego, czyli bezpieczeństwa obiektów wznoszonych z naszych produktów. Nasze płyty czy też profile we współpracy z innymi komponentami odpowiadają za nośność budynków, bezpieczeństwo pożarowe. Ich zadaniem jest ochrona przed czynnikami środowiskowymi jak wiatr, deszcz, śnieg czy też niskie temperatury. Dzięki naszym wewnętrznym procedurom i rozwiązaniom technologiczny zapewniamy to bezpieczeństwo na kilkadziesiąt lat.
Kolejnym aspektem jest bezpieczeństwo naszych partnerów biznesowych, jakimi są firmy wykonawcze używające naszych produktów w swoich realizacjach. Dla nich bezpieczeństwo to gwarancja dobrego produktu, o niezmiennych parametrach, dostarczanych im zgodnie z obietnicą. Bezpieczeństwo dla nich to również wsparcie w procesie budowlanym, szybkie rozwiązanie ich problemów oraz wsparcie w okresie gwarancji oraz całego życia naszego produktu.
Na przestrzeni lat wewnątrz naszej firmy wielokrotnie zadawaliśmy sobie podstawowe pytanie: czego tak naprawdę potrzebuje nasz klient. I zawsze na koniec odpowiedzią było, że tym czymś jest bezpieczeństwo i wsparcie. Nie będzie przesadą i tylko naszą wewnętrzną opinią, jeśli powiem, że jesteśmy w tym najlepsi. Bezpieczeństwo to również bezpieczeństwo naszych pracowników: BHP i stabilne zatrudnienie oraz uczciwe warunki pracy. A na koniec – inwestycja w bezpieczeństwo przyszłych pokoleń. Jesteśmy firmą, dla której ogromne znaczenie ma nasza planeta. Od kilku lat próbujemy realizować dwa pozornie sprzeczne cele: dostarczać klientowi jak największą wartość, a jednocześnie w jak najmniejszym stopniu obciążać naszą działalnością środowisko. Po głębszym zastanowieniu się doszliśmy do wniosku, że są to jednak cele w pewnym sensie zbieżne. Oczekiwaniem klientów jest bowiem, aby nasze produkty spełniały określone kryteria przy jak najniższym koszcie. Tymczasem obniżenie kosztu to poszukiwanie tańszych (bo zużywających mniej energii) komponentów, zwiększenie ilości materiałów odzyskiwanych. To także optymalizacja procesu produkcyjnego i wykorzystanie odnawialnych źródeł energii (w naszej firmie to już 30%). To także rozsądna polityka pakowania produktów i masa innych, drobnych, lecz ważnych działań.
Izopanel nie oferuje produktu gotowego z półki. Każda realizacja powstaje indywidualnie i angażuje wszystkie działy firmy. Jak wygląda ten proces?
Dokładnie tak. Każde rozwiązanie jest szyte na miarę. Kiedy klient pojawia się u nas, zawsze prosimy o informacje, dane, projekt. Kiedy nasze wyspecjalizowane działy dostaną te dane, proponują rozwiązania, które mogą pomóc w wyborze najbardziej korzystnej dla klienta opcji. Działamy szybko i dajemy wybór – można wybrać z wielu opcji, niekoniecznie takich, jakie są dla nas najlepsze. Budujemy przez to relacje, które nasi partnerzy doceniają. Zaufanie, otwartość na rozwiązanie potrzeb klienta, zaangażowany zespół ludzi, którzy znają się na tym, co robią. Mamy duże możliwości, a co za tym idzie – oferujemy szeroki wachlarz rozwiązań i stosunkowo krótkie terminy realizacji. I coś, co klienci u nas cenią – doskonałą obsługę do samego końca. Nasz zespół jest stosunkowo mały, ale zaangażowany, dynamiczny, profesjonalny i zwinny. Dajemy klientowi to, czego od nas oczekuje. Na czas, w wymaganej jakości i cenie.
Zna Pan produkt od podszewki i potrafi odpowiedzieć na każde pytanie techniczne. Skąd potrzeba tak głębokiego zaangażowania w każdy projekt?
To raczej nie potrzeba, ale efekt tego, że w swojej karierze biznesowej przeszedłem przez wszystkie etapy. Trzydzieści lat temu brałem udział w produkcji płyt, osobiście te płyty montowałem, zajmowałem się sprzedażą, certyfikacją, brałem udział w budowaniu i instalacji linii produkcyjnych. Nie bez znaczenia jest też fakt, że jestem absolwentem Wydziału Budownictwa Politechniki Gdańskiej, dzięki czemu mam solidne podstawy wiedzy o budownictwie.
Nie do pominięcia są jednak moje naturalne cechy, dzięki którym bliżej mi do typu menadżera-specjalisty, czyli osoby znającej swój biznes, niż do menadżera-profesjonalisty w zarządzaniu, znającego doskonale ogólne mechanizmy działania firmy i posiadającego w swoim arsenale profesjonalne narzędzia zarządcze.
Na koniec muszę wprost przyznać, że mimo ponad trzydziestu lat prowadzenia biznesu ciągle sprawia mi to ogromną przyjemność.
Państwa klienci są bardzo różnorodni. Czasem współpraca przy jednej inwestycji trwa bardzo długo, czasem następuje powrót po latach do kolejnych projektów. Co sprawia, że wracają właśnie do Was?
Myślę, że to jest właśnie to, czym nasza firma wyróżnia się na rynku. Każda sprzedaż łączy się z rozwiązaniem problemu, który dla klientem jest swojego rodzaju bólem. I jak u lekarza – każdy klient oczekuje diagnozy i wyleczenia. W naszym przypadku naszą przewagą konkurencyjną jest doradztwo techniczne, dobór rozwiązań, które odpowiadają na ten ból, a przy okazji pozwalają klientowi zoptymalizować koszty inwestycji, wykonać ją szybciej, lepiej, w bardziej profesjonalny sposób. Pomagamy nie tylko w wyborze rozwiązania: jesteśmy swoistym łącznikiem pomiędzy klientem a rynkiem i dostawcami asortymentu, który jest potrzebny do realizacji inwestycji, a którego nie jesteśmy producentem. Polecamy firmy wykonawcze. Pomagamy w zmianach projektowych. Dostarczamy potrzebne dane i dokumentację. Następnie jest obsługa – coś, co klienci uważają u nas za zdecydowanie lepsze niż średnia rynkowa. Jesteśmy w bieżącym kontakcie z klientem, ustalamy optymalny termin produkcji i dostawy, pomagamy rozwiązać problemy, które pojawiają się po drodze, wspieramy klienta do momentu aż montaż płyty się zakończy, a niejednokrotnie dużo dłużej – do zakończenia inwestycji. Dlatego właśnie klienci chcą do nas wracać.
Jak przez 30 lat zmieniły się oczekiwania inwestorów i jak firma musiała się dostosować, by nadal być partnerem a nie tylko wykonawcą?
Myślę, że sporo o tym już opowiedziałem. Oczekiwania się zmieniają, ale potrzeby pozostają. Inwestorzy chcą wybudować obiekt, potrzebują, aby ktoś ich w tym procesie poprowadził za rękę, pokazał, pomógł, podpowiedział, połączył z kimś, kto może rozwiązać część problemów, o jakich na wcześniejszych etapach nie mieli pojęcia. Określiłbym to jako bezpieczeństwo i wsparcie. My to zapewniamy w pakiecie.
Jest Pan postrzegany jako analityczny umysł, ale jednocześnie osoba, do której biura drzwi są zawsze otwarte. Jak łączy Pan twarde decyzje biznesowe z budowaniem relacji w zespole?
Statystycznie rzecz biorąc, w pracy spędzamy jedną trzecią każdej doby i połowę czasu naszej aktywności fizycznej i umysłowej. Różnica między złą a dobrą atmosferą w pracy powoduje więc, że albo te pół życia spędzamy w komforcie, albo w ogromnym stresie. Dlatego też moim zdaniem tak ważne są dobre relacje w zespołach. Dobre relacje, które potem przekładają się na relacje pracowników z klientami, zaangażowanie w codzienną pracę i chęć bycia częścią firmy jutro, pojutrze i dnia kolejnego.
Jeśli chodzi o moje relacje z pracownikami, to pomijając fakt, że mam to w swojej naturze, jest to czysta korzyść dla mnie i dla firmy. Otwarte drzwi mojego gabinetu dla pracowników to także otwarte drzwi dla ich pomysłów, uwag, a czasem słów krytyki dla moich pomysłów. Tak, to prawda, jestem umysłem analitycznym, ale przyswoiłem sobie starą zasadę, że co dwie, a tym bardziej dwieście głów, to nie jedna. I dzięki temu wsparciu zespołu twarde decyzje biznesowe łatwiej jest podejmować i zwiększa się szansa, że będą one trafne.
Gromadzi Pan wokół siebie ludzi z pasją – sam jest Pan pasjonatem kolarstwa szosowego. Czy sport i prywatne zainteresowania mają wpływ na sposób prowadzenia firmy?
Upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być codziennym zdumieniem – to z piosenki zespołu Myslovitz. Te słowa dobrze oddają moje spojrzenie na pasję, która jest moim zdaniem motorem naszego życia. W moim było miejsce na wiele z nich: wędkarstwo, windsurfing, motorsport, fotografia, a ostatnio kolarstwo i nurkowanie. To te pasje stanowią równowagę dla pracy i prawdopodobnie dzięki nim chce mi się wciąż pracować.
Zdumiewające pasje mają także moi pracownicy. Mamy w swoim gronie pasjonata traktorów, mistrza grzybiarstwa, miłośników wędkarstwa, poszukiwaczy doznań gastronomicznych i miłośników gór. Prawdopodobnie każdemu pracowników pasja, jeśli nie bezpośrednio to pośrednio, pozwala każdego dnia mierzyć się z trudami obowiązków biznesowych.
Patrząc na trzydzieści lat działalności, z czego jest Pan dziś najbardziej dumny jako przedsiębiorca i jaką wizję Izopanelu ma Pan na kolejną dekadę?
Przez te trzydzieści z górą lat nigdy nie miałem wizji wielkiego biznesu. Raczej codziennie zastanawiałem się, jak zrobić, żeby firma była trochę lepsza i trochę większa niż wczoraj. Patrząc tak na codzienny rozwój, nie do końca doceniałem, na jak duży sukces ten nasz codzienny trud się złożył. I tak niepostrzeżenie staliśmy się jednym z trzech największych producentów płyt warstwowych w Polsce. Nasza firma zajmuje w tej chwili około 10 ha powierzchni, posiada cztery linie produkcyjne, buduje kolejne dwie. Nasze produkty poprzez partnerów zagranicznych sprzedajemy regularnie do ośmiu krajów. I co by było jeszcze parę lat temu nie do pomyślenia, zastanawiamy się, jak zrobić, aby być numerem jeden!
Nasza wizja na przyszłość? Z zainteresowaniem spoglądamy na rynek budownictwa modułowego, który dość mocno różni się od naszego core businessu, ale ma z nim cechę wspólną: potrzebę izolacji. A na izolacji znamy się przecież bardzo dobrze.
Biorąc pod uwagę fakt, że kończą nam się powoli możliwości organicznego wzrostu na krajowym rynku, zastanawiamy się również nad zacieśnieniem współpracy z naszymi zagranicznymi partnerami handlowymi poprzez wejście kapitałowe do ich spółek.
I tego Panu życzymy!








