POWRÓT/WSTECZ
Gdynia filmowa po raz 50. Jubileuszowy festiwal z niespodziankami.

na zdjęciu: Reżyser Maciej Sobieszczański (film „Brat”) oblegany przez dziennikarzy

Fot. Jerzy Uklejewski

 

Gdynia filmowa po raz 50.
Jubileuszowy festiwal z niespodziankami

Choć od 50. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni minęło już trochę czasu, to ciągle żywa jest dyskusja o filmach, które pokazano i nagrodzono na tym festiwalu, jak również o tych, które jury w Konkursie Głównym albo pominęło, albo zlekceważyło. Przede wszystkim pojawiły się na tym festiwalu filmy, na które czekano z ogromnym zainteresowaniem. Kilka z nich jest już na ekranach naszych kin.

„Chopin, Chopin” otwierał jubileuszowy festiwal. To film w reżyserii Michała Kwiecińskiego z Erykiem Kulmem w roli głównej, aktorem, który przed dwoma laty zachwycił filmem „Filip”, także w reżyserii Kwiecińskiego. „Chopin, Chopin” jednych urzeka, a inni uważają, że brak w nim wielkiej romantycznej opowieści o naszym najwybitniejszym kompozytorze. Zdziwienie wywołało po festiwalu nienagrodzenie Eryka Kulma przez jury. Zagrał on Chopina wielowymiarowo – neurotycznie, realistycznie i plastycznie zarazem. Wyraźnie uwiodła go możliwość zagrania tej roli. Kulm sam wykonuje utwory Chopina, biegłe mówi po francusku, świetnie nosi frak i melonik. Zespolił się niemal idealnie z opowieścią o ostatnich latach życia Chopina – bywalca paryskich salonów, uwodziciela, namiętnego kochanka George Sand, a równocześnie pracowitego, ciężko chorego kompozytora, koncertującego pianisty i nauczyciela muzyki. Scenarzystą filmu jest Bartosz Janiszewski – pisarz, publicysta, autor kilku znaczących książek. Ale to nie jest sentymentalna ani klasyczna filmowa biografia. Na pewno znakomite w tym filmie są kostiumy Magdaleny Biedrzyckiej i Justyny Stolarz oraz przestrzeń scenograficzna Katarzyny Sobańskiej i Marcela Sławińskiego. Ci twórcy zostali uhonorowani przez jury 50. festiwalu nagrodami indywidualnymi. Wyczarowanie paryskiej ulicy z lat trzydziestych XIX wieku przy pomocy zdjęć kręconych w Łodzi to nie lada przedsięwzięcie i wielka sztuka. Zdjęcia Michała Sobocińskiego (wnuka znakomitego Witolda Sobocińskiego i syn nagradzanego wielokrotnie Piotra Sobocińskiego) też budzą uznanie. Polecam ten film, który zakupiły już dystrybucje w 44 krajach.

Oczywiście czekano też w Gdyni na Agnieszkę Holland i film „Franz Kafka”, prezentowany wcześniej na festiwalach w Toronto i w San Sebastian. Teraz najnowszy film Holland jest już w naszych kinach. To artystyczne kino, raczej dla widzów, którzy szukają wyrafinowanej opowieści, a nie prostej fabuły. Kafka był niespokojną osobowością, surrealistycznym pisarzem z ponadprzeciętną wrażliwością, bezsilnym wobec absurdalnej egzystencji, zniewolonym, z trudnymi doświadczeniami osobistymi. To wszystko znalazło się w filmie Holland. Kino pełne symboli, dodatkowych znaczeń, skojarzeń zaskakujących do spokojnego oglądania. Film „Franz Kafka” nagrodzono (i słusznie) Srebrnymi Lwami w Gdyni. Jury obradowało pod przewodnictwem Magnusa von Horna (ubiegłorocznego laureata Złotych Lwów za film „Dziewczyna z igłą”). Przyznano Srebrne Lwy także producentom tego filmu: Sarce Cimbalowej, Agnieszce Holland, Marcinowi Wierzchowskiemu i Alicji Jagodzińskiej. A Idan Weiss, odtwórca roli Franza Kafki, zdobył nagrodę za główną rolę męską. Jego Franz jest kreacją o różnych odcieniach. Polecam ten film, choć to także – jak film o Chopinie – nie jest klasyczna biografia, a raczej fresk filmowy o niepospolitym pisarzu. Tomasza Naumiuka nagrodzono za świetne zdjęcia, a Gabrielę Polakovą za znakomitą charakteryzację.
Czekano w Gdyni na „Ministrantów” Pawła Domalewskiego. Ten film z kolei przeszedł spore finansowe perturbacje i rozgrywki urzędnicze między dwoma centralnymi instytucjami kultury. Do tej pory toczy się śledztwo, czy Państwowy Instytut Sztuki Filmowej przyznał pieniądze na ten film zgodnie z prawem i czy zostały one właściwie wykorzystane przez twórców. Sądząc po werdykcie jury 50. festiwalu w Gdyni, film zrealizowano naprawdę dobrze. Zdobył on najważniejszą nagrodę – Złote Lwy, i był najdłużej oklaskiwanym filmem przez festiwalową publiczność, tym samym zdobywając Nagrodę Publiczności. Pawła Domalewskiego nagrodzono również za scenariusz, a Agnieszka Glińska otrzymała nagrodę za montaż. „Ministranci” to ważny film, który ogląda się z zaciekawieniem. Wywołał co prawda od razu żywe dyskusje natury etycznej dotyczące granic działania w imię szlachetnych intencji. Czterech chłopaków, młodych bohaterów filmu, zakłada podsłuch w konfesjonale dla tzw. dobra ogólnego, by pomagać tym, którzy rzeczywiście potrzebują w ich mieście tej pomocy. I to właśnie fakt podsłuchu w konfesjonale budził różne emocje wśród krytyków i widzów. 

Również „Dom dobry” Wojciecha Smarzowskiego był wyczekiwany na gdyńskim festiwalu. Filmy tego reżysera wcześniejsze wstrząsnęły widownią, choćby „Wesele”, „Róża”, „Kler” czy „Wołyń”, ale nie zdobywały dotąd głównych nagród na gdyńskich festiwalach, choć były dostrzegane w innych konkursach. Tym razem też żadne Lwy do Smarzowskiego nie trafiły. Muszę przyznać, że to dość zaskakująca decyzja jury. „Dom dobry” jest bowiem o tym, co w dzisiejszym świecie jest tragedią i udręką wielu rodzin. Przemoc – fizyczna, ekonomiczna, psychologiczna – pokazana została przez Smarzowskiego niemal perfekcyjnie. Wszystko zaczyna się romantycznie. Piękna dziewczyna (Gośka) i interesujący mężczyzna (Grzesiek) tworzą na początku ciekawą parę. Bardzo dobre role dwójki aktorów Agaty Turkot i Tomasza Schuchardta. On wydaje się wrażliwy i starający o względy pięknej kobiety, ona powoli daje się uwieść męskiej życzliwości i troskliwości mimo niewyjaśnionych wcześniejszych sytuacji rodzinnych Grześka. Ich związek przechodzi różne fazy, aż w końcu rozpoczyna się udręka, nękanie, poniżanie i sadyzm. Kino dla widzów o silnych nerwach. Szkoda, że film ten nie poruszył jury. Mówiono nawet, że w Gdyni jest jakaś „zmowa” przeciwko Smarzowskiemu, jego filmowemu okrucieństwu i psychologii sadyzmu pokazywanej w taki sposób, że widz wpada w trudne do wytrzymania napięcie. Ta diagnoza nie jest sprawiedliwa wobec twórczości tego reżysera.

Jury w Konkursie Głównym nagrodziło również świetny dźwięk do filmu „Wielka warszawska”. To sprawny debiut Bartłomieja Ignaciuka o przekrętach i mafijnych działaniach na wyścigach konnych w czasach PRL-u. Efekty dźwiękowe w tym filmie są precyzyjne, wszystko dobrze słychać, co jest osiągnięciem w polskim kinie, a to zasługa Teresy i Michała Bagińskich oraz Miłosza Jaroszka. Zwracam na to uwagę z radością. A skoro o debiutach, to odkryciem tegorocznego festiwalu jest film „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej” w reżyserii Emi Buchwald, która za ten film dostała zasłużenie nagrodę jury i dziennikarzy. Historia czworga rodzeństwa, które nie umie bez siebie żyć, pomagają sobie, ale ta pomoc w pewnym momencie nie wszystkim wychodzi na dobre. Film o kryzysie psychologicznym i trudnościach w budowaniu prawdziwych relacji rodzinnych. Ciekawe, psychologiczne, realistyczne kino, dobrze zagrane przez aktorów: Izabelę Dudziak, Karolinę Rzepę i Tymoteusza Rożynka. 

Zaskoczeniem była nagroda główna za rolę kobiecą dla Matyldy Giegżno w filmie „Światłoczuła”. Aktorka grająca w tym filmie jest wrażliwa, delikatna a równocześnie stanowcza. Jej bohaterka to osoba niewidoma, która stara się uwierzyć w miłość i lepsze życie mimo przeciwieństw losu. To wzruszająca i sentymentalna opowieść o trudnej miłości. 

Muzykę jury nagrodziło w odważnym erotycznie, ale też ironiczno-sarkastycznym filmie Łukasza Grzegorzka „Trzy miłości”. Laureatem został Piotr Schulc „Steez83”. Rzeczywiście tej „muzy” dobrze się słucha, gorzej z samym filmem, w pewnych momentach wydaje się nadmiernie przekombinowany w emocjonalnym trójkącie, który stanowi główną osnowę fabuły. Podobnie jest z filmem Władysława Pasikowskiego „Zamach na papieża”. Reżyser zatrzymał się w swojej stylistyce sprzed dwudziestu lat i celebruje pozornie uporządkowaną fabułę kryminalnej opowieści. Na szczęście Bogusław Linda w roli głównej jako emerytowany oficer służb specjalnych ciągle jest w dobrej formie. Bardzo żałuję niedostrzeżenia przez jury filmu „Brat” w reżyserii Macieja Sobieszczańskiego. Naprawdę przejmująca to opowieść o wierności ideałom w rodzinie dysfunkcyjnej, o matce (w tej roli dobra Agnieszka Grochowska), która po aresztowaniu i skazaniu męża bandziora próbuje na nowo poukładać sobie życie, a przede wszystkim o wielkiej braterskiej miłości i konieczności opieki starszego brata nad młodszym. Odtwórca głównej roli w tym filmie, 14-letni Filip Wiłkomirski, zawodnik judo, otrzymał nagrodę za profesjonalny debiut aktorski. 

Pojawiły się na tegorocznym festiwalu dwie komedie. Trzeba przyznać, że ten gatunek święci czasami triumfy w kinach, np. trzy części filmu „Teściowie” czy kolejne filmy z cyklu „Listy do M”, ale nie przechodzą one przez sito selekcjonerskie na festiwal filmowy do Gdyni. Pokazana w tym roku komedia „LARP. Miłość, trolle i inne questy” Kordiana Kądzieli, współtwórcy głośnego i bardzo dobrze przyjętego serialu „1670”, to film z gatunku coming of age, czyli o osiąganiu pełnoletności, dojrzewaniu, podejmowaniu ważnych życiowych wyborów. Ma ten film bardzo ciekawą scenografię, dobrą muzykę i zdjęcia, ale ma też nadmiar pomysłów. LARP (ang. live action role-playing) to rodzaj gry z fabułą, w której uczestnicy wspólnie przeżywają wszystkie sytuacje, swoisty improwizowany teatr, bo obowiązkowe są kostiumy, rekwizyty i scenariusz. Świat fikcyjny może łączyć się z realnym – i tak jest też u Kądzieli. Grupa wzajemnie wspierających się nastolatków pomaga nieśmiałemu koledze, uczniowi technikum, którego hobby to uczestnictwo w LARP. A więc jest to film pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji i śmiesznych sytuacji młodych z pokolenia Z i milenialsów. Odwołuje się do wspomnień z dzieciństwa i rodzinnych relacji, do poszukiwania własnej tożsamości. Pierwsza miłość, kłopoty w domu, drobne konflikty koleżeńskie to tworzywo fabularne. Trzeba przez to wszystko jakoś przejść. Film jest już w kinach, młodzi widzowie bawią się na nim nie najgorzej.

Druga komedia w Gdyni to „Vinci 2”, obecny już od dłuższego czasu w kinach film Juliusza Machulskiego ze scenariuszem Roberta Więckiewicza, który gra również główną rolę, czyli jest Cumą. Ten emerytowany złodziej dzieł sztuki, który mieszka w Hiszpanii, zostaje sprowokowany do powrotu do swojej profesji i przyjazdu do Polski. Chce przeszkodzić młodym złodziejom w ich planowanym skoku. Jeśli ma się dystans, to ten film m.in. dzięki Robertowi Więckiewiczowi, Borysowi Szycowi, Kamili Baar i Marcinowi Dorocińskiemu ogląda się nieźle.

Oczekiwane na gdyńskim festiwalu filmy nie zawiodły widzów. We wszystkich festiwalowych kinach były komplety – padł swoisty rekord frekwencyjny. Największa widownia (ponad tysiąc miejsc) w Teatrze Muzycznym w Gdyni, gdzie mieściło się też centrum festiwalu, przeżyła poza codziennymi seansami, spotkaniami z aktorami, twórcami, ekipami filmowymi również dwie festiwalowe gale – początkową i końcową. Obie były uroczyste i pełne emocji. Jak zwykle na festiwalu pojawienie się plejady znanych aktorów wywoływało dodatkowy aplauz publiczności. Festiwalowi towarzyszyły wystawy, m.in. „Has na nowo” czy „Na fali czasu”, wystawa w Muzeum Gdyni. Obyły się ważne branżowe spotkania, rozmowy z publicznością, pokazy filmów dla dzieci, słynne już Gdynia Industry, pokazy filmów mistrzów w tym projekcje filmów Jerzego Skolimowskiego z muzyką na żywo i nadanie Gdyńskiemu Centrum Filmowemu imienia Leszka Kopcia, wieloletniego dyrektora FPFF w Gdyni, który zmarł w tym roku. Portret-plakat (dzieło Andrzeja Pągowskiego) wita teraz widzów przy wejściu do GCF. 
50. festiwal polskiego kina był znaczącym wydarzeniem kulturalnym. Po raz kolejny Gdynia udowodniła, że nadany jej przez UNESCO tytuł Miasta Filmu jest trwałym osiągnięciem.

Alina Kietrys

 

Fot. Jerzy Uklejewski

Gościem 50. FPFF był Andrzej Seweryn, aktor teatralny i filmowy, reżyser teatralny, na zdjęciu wraz z małżonką Katarzyną Kubacką-Seweryn

Bogusław Linda zagrał w konkursowym filmie „Zamach na papieża” w reżyserii Władysława Pasikowskiego

Na pierwszym planie aktorka Maja Ostaszewska, a za nią reżyser Michał Kwieciński (film „Chopin, Chopin”)

Reżyser Kordian Kądziela tak promował swój film „Larp. Miłość, trolle i inne questy”

Aktorka Edyta Olszówka zagrała w filmie „Larp. Miłość, trolle i inne questy"

Iwona Pruszyńska (przedstawicielka australijskich dystrybutorów filmowych „ZŁOTY KANGUR”) aktor Rafał Olbrychski ze swoją partnerką Moniką, reżyserka, piosenkarka Maria Sadowska

Reżyser Łukasz Grzegorzek (film „Trzy miłości”) i aktorka Marta Nieradkiewicz

Ryszarda Wojciechowska („Zawsze Pomorze”) przeprowadza wywiad z aktorką Agnieszką Grochowską

Eryk Kulm zagrał FryderykaChopina w filmie „Chopin, Chopin”, a tu na zdjęciu udziela kolejnego wywiadu

Reżyserka Kasia Adamik i aktor Mirosław Baka. Członkowie jury Konkursu Filmów Krótkometrażowych

 

POWRÓT/WSTECZ