Gdynia potrzebuje własnego dialogu o sztuce
Rozmowa z Katarzyną Korzeniewską, dyrektorką Gdyńskiego Centrum Kultury
Objęła stanowisko dyrektorki Gdyńskiego Centrum Kultury kilka miesięcy przed rokiem jubileuszowym miasta. To moment, w którym instytucja ma już za sobą pierwsze decyzje programowe, ale wciąż wyraźnie rysują się kierunki na kolejne lata. Rozmawiamy o sztuce współczesnej – jej miejscu w Gdyni, o potrzebie własnego języka i o tym, dlaczego nie musi ona funkcjonować w cieniu innych miast.
W swoim programie mocno stawiasz na sztukę współczesną. Gdzie właściwie Gdynianin ma jej dziś szukać?
Przez długi czas sztuka współczesna w Gdyni kojarzyła się głównie z galeriami prywatnymi – i słusznie, bo mamy świetne miejsca: Galerię Przypływ, aktywne środowiska NGO, takie jak Halo Kultura czy Traffic Design. Ale od pewnego czasu sztuka współczesna ma też swoją przestrzeń w Konsulacie Kultury, czyli formalnie w Gdyńskim Centrum Kultury. To jeden z filarów mojego programu i zamierzam go konsekwentnie rozwijać. Pierwsze wydarzenia w nowej formule już się odbyły i utwierdziły mnie w przekonaniu, że to właściwy kierunek.
To wciąż trochę „nieśmiałe” wchodzenie w tę przestrzeń?
Tak, bo mówimy o eksperymencie. Konsulat Kultury nie był projektowany jako klasyczna galeria sztuki, dlatego praca w tej przestrzeni wymaga pokory i uważności. Ale eksperymenty site-specific, wpisane w charakter miejsca, są w Gdyni czymś naturalnym. Wynikają z kreatywności, ale też z konieczności – z braku typowych obiektów galeryjnych. I to może być nasza siła.
Często wraca pytanie: dlaczego Gdańsk ma wielkie przestrzenie sztuki, a Gdynia wciąż improwizuje?
Bo to są dwa różne miasta z inną historią, inną skalą i innym zapleczem akademickim. Porównywanie ich wprost jest, moim zdaniem, jałowe. Zamiast tego warto zapytać: co Gdynia może wnieść do rozmowy o sztuce współczesnej? Co możemy zaproponować twórcom i odbiorcom? I tu widzę ogromny potencjał, który dopiero zaczynamy uruchamiać.
W Konsulacie Kultury odbyła się niedawno wystawa „Część Wspólna”. Jak oceniasz jej odbiór?
To był bardzo mocny projekt. Prace funkcjonowały w codziennej przestrzeni – można było na nie natknąć się choćby w kawiarni. Kulminacją był wernisaż i performance Aleksandry Kubiak – wydarzenie o ogromnej sile emocjonalnej. Frekwencja zaskoczyła nawet nas, a reakcje publiczności były bardzo intensywne. To pokazało, że Gdynianie są ciekawi, otwarci i po prostu potrzebują języka refleksji, który niesie sztuka współczesna. Nie chcę sztuki, która zostawia widza bezradnego.
Chcę sztuki, która zaprasza do myślenia.
Sztuka współczesna bywa oskarżana o hermetyczność. Dla kogo ona właściwie jest?
To odwieczne pytanie. W sztuce klasycznej łatwo było o klarowne kryteria – liczyło się rzemiosło, precyzja wykonania, ustalony kanon. Współczesność stawia na ideę i koncept – i to bywa barierą. Dla mnie najciekawsze są sytuacje, gdy mocna idea spotyka się z komunikatywnością formy. Jako dyrektorka instytucji nie chcę narzucać własnych gustów. Ważniejsza jest wolność wypowiedzi artystycznej i waga tematów, które poruszamy. Publiczność buduje się wokół pytań, nie gotowych odpowiedzi.
Właśnie, czy zatem sztuka powinna dawać odpowiedzi?
Czasem samo zadanie pytania jest już odpowiedzią. Są wartości, które nas łączą – prawa człowieka, fundamenty demokratyczne – ale są też tematy niewygodne, dzielące, prowokujące. I właśnie wtedy sztuka działa najmocniej.
Patrzysz z zazdrością na Warszawę i nowe Muzeum Sztuki Nowoczesnej?
To bardzo dobry przykład mądrego planowania i nadawania miastu nowej energii. Ale takie „magnesy” mogą powstawać także w mniejszej skali. Są miasta, które zbudowały swoją tożsamość wokół sztuki współczesnej. W długiej perspektywie widzę w tym kierunku również Gdynię. Mnie osobiście najbardziej interesuje sztuka zaangażowana społecznie, reagująca na lokalny kontekst i realne potrzeby wspólnoty.
Gdynia ma sto lat. Czy to pomaga?
Zdecydowanie. Jesteśmy miastem nowoczesnym z definicji. Mamy silne, autentyczne dyskursy – Nagrodę Literacką Gdynia, Festiwal Polskich Filmów Fabularnych. Teraz czas, by również sztuka współczesna wyraźnie wybrzmiała w Gdyni.
Czego możemy się spodziewać w Konsulacie Kultury w najbliższym czasie?
Sztuki odważnej, na wysokim poziomie, ale komunikatywnej. Chcę, żeby odbiorca czuł się zaproszony do rozmowy, a nie wykluczony. Stawiamy na działania systematyczne, oparte na ważnych tematach społecznych. To jest mój plan na rozmowę o sztuce w Konsulacie Kultury.
Rozmawiał Tomasz Podsiadły

Tomasz Podsiadły. Reżyser, twórca Bałtyckiego Teatru Różnorodności, człowiek teatru, pasjonat kultury, dziennikarz
Fot. Aleksandra Wajs