Fot. Mikołaj Polak
Kobiecy zespół tenisa stołowego w drodze do Ekstraklasy
Żeńska drużyna tenisa stołowego, założona w 2025 roku przez KS AZS AWFiS w Gdańsku, ma szansę na awans do ekstraklasy. Kierowniczka zespołu, zawodniczka oraz miłośniczka wszelkiego rodzaju aktywności fizycznej, Kinga Łosińska, opowiada nam o wyzwaniach, pasji i atmosferze, jaka towarzyszy walce o zwycięstw.
Co zapoczątkowało Pani pasję do tenisa stołowego?
Wszystko zaczęło się od mojego Taty, ogromnego pasjonata tenisa stołowego. Jako dziecko, już od 4. roku życia, dostawałam do ręki rakietkę i krok po kroku, najpierw w warunkach domowych, potem w wieku 6–7 lat już w klubie, uczyłam się gry. Od początku mogłam liczyć na ogromne wsparcie i zaangażowanie rodziców w rozwoju tej pasji.
KS AZS AWFiS Gdańsk cieszy się niezwykle bogatą historią w dyscyplinie tenisa stołowego. Jaką rolę, Pani zdaniem, ten dorobek odgrywa dziś w budowaniu tożsamości klubu?
Ma zdecydowanie ogromny wpływ, głównie ze względu na największe postacie polskiego tenisa stołowego, nie tylko związane z samym klubem, ale i całym Trójmiastem. Jak każda dyscyplina, tenis stołowy rozwija się, jednak uważam, że ta historia powinna być kultywowana.
Lata 80. były złotym okresem polskiego tenisa stołowego. Czy z Pani perspektywy dzisiejsi zawodnicy i zawodniczki czują ciężar tej historii, czy raczej jest ona dla nich inspiracją?
Widzę to jako naturalną zmianę pokoleń. Nie dostrzegam w tym ciężaru, a raczej sentyment i poczucie autorytetu. Nie można nie powiedzieć w tym miejscu o Andrzeju Grubbie i Leszku Kucharskim, którzy są z pewnością ogromnym autorytetem dla młodych oraz ikoną dla starszych sympatyków tenisa stołowego.
Skąd narodziła się idea powrotu żeńskiego tenisa stołowego do AZS AWFiS?
Po rozpoczęciu pracy na Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku zaczęłam „wdrażać się” z powrotem do tenisa w KS AZS AWFiS Gdańsk. W związku z tym, że funkcjonowała dotąd wyłącznie drużyna żeńska drugiej ligi, pomyślałam, że świetnie byłoby stworzyć zespół pierwszoligowy kobiet, aby odbudować żeńska część klubowego tenisa stołowego. Dodatkowo uznałam, że to może przyczynić się do propagowania tej dyscypliny w szkołach i przedszkolach, aby pokazać, że dziewczynki też mogą, że to nie jest zarezerwowane tylko dla chłopców. Podjęłam rozmowę z Bartoszem Gajkiem, dyrektorem klubu AZS AWFIS i kierownikiem sekcji tenisa stołowego. Prowadzi on drużyny mężczyzn, które grają na każdym szczeblu rozgrywek. Jeszcze do niedawna I liga żeńska miała wymiar tylko historyczny z sukcesami sprzed około 30 lat. Od sezonu 2025/2026 roku udało nam się stworzyć drużynę kobiecą na tym poziomie. To był impuls, padła decyzja i wspólnie z Bartoszem Gajkiem zaczęliśmy działać.
Jakie wartości od początku przyświecały budowie tego zespołu? Jest Pani jednocześnie kierownikiem zespołu i zawodniczką. Jak wygląda łączenie tych ról w praktyce?
Nasze zawodniczki pochodzą z różnych krajów i wywodzą się z różnych środowisk sportowych. Kluczowym wyzwaniem jest godzenie ich wszystkich pod kątem organizacyjnym. Mamy w naszym składzie zawodniczki z Chin, Polski i Mołdawii, z czego większość z nich dojeżdża z innego miasta, a nawet z innego kraju. Stanowię łącznik tego wszystkiego, jeśli chodzi o tworzenie atmosfery i warunków, spajanie tych elementów jako kierowniczka i zawodniczka. To inspirująca praca, zwłaszcza patrzenie na rozwój młodych zawodniczek przynosi mi ogrom radości. Wyjazdy na mecze wiążą się z fantastyczną atmosferą. Mimo wielu nerwów i emocji, jest satysfakcja z samego faktu istnienia kobiecej drużyny.
Czy doświadczenie naukowe i badawcze wpływa w Pani przypadku na sposób prowadzenia zespołu i podejście do treningu?
Skończyłam studia na kierunkach Genetyka i biologia eksperymentalna oraz Biotechnologia, ale sport towarzyszył mi zawsze w trakcie pracy i nauki. Praca w Centrum Badań Strukturalno-Funkcjonalnych Człowieka w Szczecinie była pierwszym miejscem, w którym zaczęłam łączyć wiedzę biologiczną z doświadczeniem sportowym, co teraz z powodzeniem mogę kontynuować na AWFiS, jednak to zupełnie inna płaszczyzna. Świadomość treningowa to wynik wielu lat uprawienia sportu i poszerzenia swojej wiedzy w tym zakresie, a prowadzenie zespołu to novum, do którego trzeba się bardzo szybko zaadaptować. Łączenie pracy naukowej ze sportem zdecydowanie bardziej ułatwia mi pracę ze studentami podczas prowadzenia zajęć zarówno sportowych, jak i tych biologicznych.
Żeńska drużyna ma szansę na awans do ekstraklasy. Jak Pani ocenia tę perspektywę na obecnym etapie sezonu? Jakie czynniki będą kluczowe, aby ten cel udało się zrealizować?
Obecnie zajmujemy drugie miejsce w tabeli pierwszej ligi grupy północnej. Przed nami jeszcze kilka meczów, w tym z pierwszą drużyną. Dziewczyny są bardzo ambitne i towarzyszy im stała chęć zwyciężania. Trudno jest przekalkulować awans, ponieważ sport jest nieprzewidywalny. Najważniejsze jest podejście z zaufaniem do własnych umiejętności i chęć zagrania jak najlepiej, a możliwości drużyny są bardzo wysokie. Osobiście mam do tego zdrowy dystans, nie jest to cały mój świat, ale jego ważna i pozytywna część. Uważam, że narzucana z góry presja nie wspiera, a niszczy. Czasem lepiej jest zaakceptować gorszy występ, bo najważniejsza jest zdrowa, przyjazna i wspierająca atmosfera w zespole.
Jeśli awans do ekstraklasy stanie się faktem, czego z całego serca życzę i kibicuję, co to będzie oznaczało dla przyszłości żeńskiego tenisa stołowego w AZS AWFiS Gdańsk?
To byłby ogromny sukces, ale też ogromne wyzwanie, które wymagałoby zmian. Różnica między pierwszą ligą a ekstraklasą jest znacząca, zmienia się pułap i warunki, jeśli chodzi o mecze. Aktualne mecze obejmują połowę Polski, a najwyższa klasa to już cała Polska, a co za tym idzie dalsze dojazdy, trudniejsza logistyka oraz wyższe koszty.
Jak wygląda relacja zawodniczek z kibicami?
To są profesjonalistki, nieważne, czy mają wsparcie kibiców, czy grają przy pustych trybunach, to nie wpływa na ich poziom gry, są w pełni skupione. Dla niektórych to po prostu „ping-pong”, każdy kiedyś miał w dłoni rakietkę i próbował swoich sił, każdy niezależnie od wieku i płci może w to grać, ale trudno jest rywalizować o uwagę kibiców w tak dużej aglomeracji, jaką jest Trójmiasto, gdzie mamy też inne dyscypliny. W związku z tym tenis stołowy nadal pozostaje niemalże niezauważalny. To wymaga dużego zaangażowania, aby zainteresować ludzi tego typu sportem, dlatego wprowadziliśmy transmisje online, aby ułatwić dostęp do meczów. Staramy się reklamować zarówno na żywo, jak i w mediach społecznościowych. Zdarzały się mecze, na których kibiców były tłumy, co jest dla nas sukcesem i radością. Zależy nam na tym, aby zachęcić ludzi do oglądania tenisa stołowego i jednocześnie do wpisania sobie tej aktywności sportowej do grafiku.
Jak wygląda wzajemne wsparcie pomiędzy drużyną żeńską a męską?
Trenujemy razem, choć działamy indywidualnie. Staramy się wspierać, wpadać na swoje mecze. Wyczuwalne jest wzajemne zainteresowanie, analiza wyników, kto z kim grał, kto z nim wygrał czy przegrał.
A jak zachęciłabyś czytelników „Magazynu Pomorskiego” do podjęcia regularnej, najlepiej codziennej aktywności fizycznej, a nawet do spróbowania gry w tenisa stołowego?
Aktywność fizyczna przedłuża nam życie, poprawia nastrój, wydziela endorfiny, daje możliwości spotkań towarzyskich, a co najważniejsze każdy w sporcie może znaleźć coś dla siebie. Jestem zwolenniczką podejmowania wszelkiego rodzaju aktywności fizycznej, ruch jest kluczowym elementem życia i zdrowia, może być dożywotnią pasją. Sport uczy nas odpowiedzialności i kształtuje charakter. Świat nie kończy się na siatkówce i piłce nożnej [śmiech]. Wydaje mi się, że wspieranie sportów indywidualnych i tych, które nie są aż tak medialne i prestiżowe na pierwszy rzut oka, daje duże możliwości rozwoju i osiągnięcia sukcesu. Tenis stołowy ma to do siebie, że niezależnie od możliwości psychicznych i fizycznych, każdy może znaleźć w nim styl gry, który umożliwi mu realizowanie siebie na swój sposób. Ta dyscyplina rozwinęła się tak bardzo, że nie ma jednego klasycznego stylu, liczy się kreatywność i innowacyjność. Dodatkowo, oprócz „standardowych” korzyści wynikających z uprawiania sportu, tenis stołowy wybitnie wpływa na integrację pracy obu półkul mózgu, koordynację wzrokowo-ruchową oraz szybkość podejmowania reakcji.
Na koniec zapytam, co uważasz za swój indywidualny sukces w tenisie stołowym?
Do momentu kontuzji byłam w dziesiątce najlepszych zawodniczek kategorii młodzieżowych w Polsce, ale uważam, że moim prawdziwym sukcesem sportowym jest to, że po prostu sport uprawiam. Jestem instruktorką nie tylko tenisa stołowego, ale też padla, uwielbiam bieganie i siłownię, a aktualnie jestem w trakcie nauki i zdobywania uprawnień w narciarstwie zjazdowym. Mimo że przestałam grać w tenisa stołowego, na tym wyczynowym poziomie, jako nastolatka, dyscyplina i tak wciąż mi towarzyszyła. W Szczecinie współtworzyłam Amatorską Ligę Tenisa Stołowego. Na pierwszym turnieju pojawiło się 17 osób, a w tej chwili cotygodniowe rozgrywki rozrosły się do takiego stopnia, że baza zawodników liczy około 600 osób. Zaczęło się od pierwszych zawodników, którzy są ze Szczecina i okolic, później zaczęły przyjeżdżać osoby z całego województwa zachodniopomorskiego. Obserwacja ich progresu była niesamowicie satysfakcjonująca. To, jak tenis jednoczy ludzi, jak spotykają się towarzysko poza turniejami, jak zwiększają swoje umiejętności, jest dla mnie wspaniałe. Czuję, że tym przyczyniłam się do wzrostu zainteresowania i propagowania tenisa stołowego jako sportu. Chciałabym w przyszłości rozwinąć taką inicjatywę także w Trójmieście, to byłby kolejny sukces.
Dziękuję za rozmowę i życzę kobiecej drużynie samych sukcesów!
Marysia Kiedrowicz

Fot. Justyna Wasiniewska

Drużyna po meczu 9:1, od lewej strony: Wanqi Zhang, Natalia Bogdanowicz, Wanessa Kulczycka, Alexandra Chiriacova, Kinga Łosińska