POWRÓT/WSTECZ
O krok przed zmianą. Tworzymy przestrzeń dla biznesu.

O krok przed zmianą 
Tworzymy przestrzeń dla biznesu

Agnieszka Rodak, prezeska Rumia Invest Park, od lat pokazuje, że rola spółki samorządowej może wykraczać daleko poza pozyskiwanie inwestorów. Dziś mówi o offshore, energetyce jądrowej, kompetencjach przyszłości i local content, ale przede wszystkim o tym, jak przygotować Pomorze na gospodarczą zmianę, która już się rozpoczęła.

Rumia Invest Park to dziś znacznie więcej niż pozyskiwanie inwestorów i rozwój terenów inwestycyjnych. Spółka angażuje się w offshore, energetykę jądrową, rozwój nowych kompetencji czy projekty związane z bezpieczeństwem. Czy właśnie tak definiuje Pani dziś rolę nowoczesnej spółki samorządowej?
Rumia Invest Park to projekt, który powstał prawie dziesięć lat temu. Kiedy patrzę na ten czas z dzisiejszej perspektywy, widzę, że decyzja burmistrza i radnych o powołaniu spółki była bardzo odważna. Rumia nie jest Gdańskiem ani rdzeniem Trójmiasta, dlatego stworzenie tutaj spółki, która miała profesjonalnie zajmować się obsługą inwestorów, było wówczas pomysłem dość nietypowym. Na początku mieliśmy przede wszystkim teren, który należało zagospodarować. Trzeba było wybudować infrastrukturę, pozyskać działki, przygotować spójną ofertę inwestycyjną i sprawić, żeby była ona rzeczywiście atrakcyjna dla przedsiębiorców. To zrobiliśmy. Od początku zależało nam jednak na czymś więcej niż tylko sprzedaży nieruchomości. Chcieliśmy, żeby inwestor czuł się u nas naprawdę zaopiekowany i żebyśmy mogli przeprowadzić go przez cały proces, od decyzji o zakupie działki aż do oddanie nieruchomości do użytkowania. Co więcej, ta relacja nie kończy się w momencie zakończenia inwestycji. Jeżeli jest taka potrzeba, wspieramy przedsiębiorców również później, w ich bieżącej działalności. Organizujemy także spotkania i wydarzenia, podczas których mogą poznawać innych przedsiębiorców, nawiązywać kontakty i rozpoczynać współpracę.
Dobrym przykładem jest zorganizowane przez nas niedawno wydarzenie poświęcone technologiom Dual-Use. Początkowo zakładaliśmy znacznie bardziej kameralną skalę, tymczasem zainteresowanie przerosło nasze oczekiwania. Przyjechali przedsiębiorcy nie tylko z Pomorza, ale również z innych części Polski. To kolejny sygnał, że Rumia Invest Park stała się rozpoznawalną marką i potrafi przyciągać biznes. Na tle dużego Trójmiasta nie było to łatwe. Gdańsk, Gdynia czy Sopot zawsze będą miały naturalną przewagę, wynikającą ze swojej pozycji i skali. My musieliśmy się mocno przebijać i w pewnym sensie nadal to robimy. Dzięki pracy całego zespołu, burmistrza, radnych i pracowników spółki doszliśmy jednak do miejsca, w którym przedsiębiorcy już nie pytają: „co właściwie jest w tej Rumi?”. Wiedzą, że warto się z nami skontaktować, przyjechać, rozpocząć rozmowę i współpracę. Osobiście ogromną satysfakcję daje mi to, kiedy przedsiębiorcy działający wcześniej w innych samorządach przenoszą do nas swoje siedziby albo reinwestują i otwierają w Rumi kolejne obiekty. Dlatego mogę dziś powiedzieć jasno: tak, jesteśmy nowoczesną spółką miejską. Nie chcemy działać jak urząd. Funkcjonujemy na rynku biznesowym i staramy się dobrze rozumieć jego potrzeby.

Napisała Pani niedawno, że zadaniem prezesa Rumia Invest Park jest być „o krok przed zmianą”, nie tylko na nią reagować, ale ją wyprzedzać. Co dzisiaj oznacza dla Pani takie myślenie?
Doskonale pamiętam te słowa. Napisałam je w kontekście naszego projektu GENERATOR, czyli Centrum Kompetencji Nowoczesnego Przemysłu. Ponad pięć lat temu dostrzegliśmy szansę związaną z dużymi inwestycjami, które zaczynały pojawiać się na Pomorzu. Wtedy rozmawialiśmy przede wszystkim o morskiej energetyce wiatrowej i pojawił się pomysł stworzenia Centrum Kompetencji Morskiej Energetyki Odnawialnej, projektowanego głównie z myślą o offshore wind. Od tego czasu bardzo dużo się jednak zmieniło. Mamy za sobą kolejne wydarzenia poświęcone offshore’owi, programy edukacyjne realizowane w szkołach we współpracy między innymi z Polenergią i Equinorem oraz szereg działań związanych z upowszechnianiem wiedzy o morskiej energetyce wiatrowej. Jeszcze kilka lat temu pokazywaliśmy na prezentacjach w power point, jak ten sektor może wyglądać. Dziś to już dzieje się naprawdę. W Rumi powstaje właśnie nowoczesne centrum szkoleniowe skierowane do sektora offshore. Jednocześnie na terenie naszego powiatu przygotowywana jest budowa pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Zawsze podkreślam, że to przedsięwzięcie o historycznej skali, a Rumia jest przecież częścią powiatu wejherowskiego. W perspektywie najbliższych lat zmieni się cały regionalny rynek pracy, zapotrzebowanie na specjalistów i gospodarcze otoczenie tych inwestycji. Dlatego dalsze koncentrowanie rozwoju kompetencji wyłącznie na morskiej energetyce wiatrowej byłoby już dzisiaj niewystarczające.
Przeprowadziliśmy analizę rynku i zbadaliśmy luki kompetencyjne, opierając się również na zapotrzebowaniu związanym z przyszłą budową elektrowni jądrowej. Okazało się, że część zawodów, jak elektrycy czy spawacze, będzie potrzebna w różnych sektorach, ale pojawiają się też zupełnie nowe potrzeby. I właśnie to rozumiem przez bycie o krok przed zmianą. Trzeba próbować przewidzieć, czego będziemy potrzebowali za kilka lat, i zacząć przygotowywać się do tego już dzisiaj.
Dlatego Centrum Kompetencji Morskiej Energetyki Odnawialnej przeszło rebranding i stało się Centrum Kompetencji Nowoczesnego Przemysłu GENERATOR. Powołaliśmy również Fundację Kompetencji Nowoczesnego Przemysłu GENERATOR, która ma wspierać działalność centrum. Chcemy, żeby region i jego mieszkańcy w jak największym stopniu skorzystali z nowych miejsc pracy, które będą powstawały wraz z rozwojem przemysłu na Pomorzu. Jesteśmy zaangażowani w działania Branżowego Centrum Umiejętności w Lęborku, a jednocześnie prowadzimy intensywny dialog z Polskimi Elektrowniami Jądrowymi dotyczący takiego przygotowania GENERATORA, aby odpowiadał również na potrzeby związane z budową pierwszej elektrowni. Wiemy, że zgodnie z obecnym harmonogramem zasadniczy etap budowy ma rozpocząć się w końcówce 2028 roku. Chcemy być na ten moment przygotowani i mieć odpowiednio wykwalifikowaną kadrę.
Mamy koncepcję szkoleniową, przygotowany teren, pozwolenie na budowę i zaplecze kompetencyjne. Wykonaliśmy już bardzo dużo pracy. Teraz liczymy na to, że projekt otrzyma ostateczne zielone światło i będziemy mogli przejść do realizacji. Uważam, że właśnie na tym powinna polegać rola spółek samorządowych, które mają wiedzę o tym, co dzieje się w regionie. Nie możemy kurczowo trzymać się jednego modelu działania. Trzeba obserwować zmiany i odpowiednio wcześnie na nie reagować. Długo musieliśmy też przekonywać, że centrum kompetencji służące całemu regionowi, a w perspektywie również krajowi, może powstać właśnie w Rumi. Czasem słyszeliśmy: „Ale przecież to nie Trójmiasto”. Tyle że Rumia również jest częścią Pomorza i przyszłej metropolii. A skoro pierwsza elektrownia jądrowa powstaje właśnie w powiecie wejherowskim, to tym bardziej uważam, że mniejsze ośrodki powinny być wzmacniane, jeśli mają dobry pomysł i są przygotowane do jego realizacji.

Kilka lat temu Rumia Invest Park mocno postawiła na offshore. Dziś rynek dojrzał, a prywatne firmy same inwestują w rozwój tego sektora i centra szkoleniowe. Gdzie w takim momencie powinna kończyć się rola spółki samorządowej, a zaczynać przestrzeń dla biznesu?
To dla mnie bardzo ważne rozróżnienie. Przeprowadzając rebranding naszego projektu, analizowaliśmy właśnie to, co wydarzyło się na rynku w ciągu ostatnich kilku lat. Widzimy chociażby, że w samej Rumi powstaje komercyjne centrum szkoleniowe związane z morską energetyką wiatrową. I bardzo dobrze. Naszym zadaniem jako spółki miejskiej nie jest konkurowanie z prywatnym biznesem.
Jeżeli przedsiębiorcy uznali, że Pomorze jest dobrym miejscem do rozwijania takich centrów, inwestują własny kapitał, wnoszą swoje know-how i podejmują własne ryzyko, to nie powinniśmy tworzyć obok kolejnego identycznego ośrodka. Trzeba umieć w odpowiednim momencie oddać pole prywatnemu biznesowi, a jednocześnie szukać synergii i obszarów, w których możemy współpracować. Po kilku latach obserwowania, jak rynek zareagował na rozwój morskiej energetyki wiatrowej na Pomorzu, stało się dla nas jasne, że musimy spojrzeć szerzej. Dlatego GENERATOR nie jest już projektem poświęconym wyłącznie offshore’owi. Mówimy również o energetyce jądrowej, nowoczesnym przemyśle i specjalistach, których za chwilę będzie potrzebował rynek. I właśnie na tym opiera się dzisiaj nasza idea. GENERATOR, czyli Centrum Kompetencji Nowoczesnego Przemysłu, ma odpowiadać na potrzeby rozwijających się sektorów, między innymi offshore i energetyki jądrowej.

Co będzie wyróżniało ten projekt i jakich specjalistów będzie potrzebowało Pomorze w najbliższych latach?
Przede wszystkim chcemy tworzyć szkolenia szyte na miarę, odpowiadające na konkretne zapotrzebowanie wykonawców i podwykonawców pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Rozmawiamy z interesariuszami projektu o takim modelu funkcjonowania, który będzie opierał się na rezerwacji mocy szkoleniowych. Jeżeli rynek zgłosi zapotrzebowanie na określoną liczbę specjalistów o konkretnych kwalifikacjach, zadaniem GENERATORA będzie przygotowanie właśnie takich osób. Takie rozwiązania funkcjonują już w Europie Zachodniej i w krajach posiadających energetykę jądrową. Zrobiliśmy więc benchmarking istniejących centrów i przyjrzeliśmy się temu, jak działają. Zauważyliśmy między innymi, że wiele z nich powstaje na terenach parków przemysłowych. To nie jest przypadek. Szkolenie specjalistów dla energetyki jądrowej nie może odbywać się wyłącznie w sali czy biurze. Trzeba odwzorować warunki placu budowy, jego logistykę i rzeczywiste środowisko pracy. Oczywiście nie da się przenieść zagranicznych rozwiązań do Polski jeden do jednego. Nasza specyfika jest inna. Możemy jednak bardzo dużo zaczerpnąć z doświadczeń tych, którzy tę drogę już przeszli. 
Drugim bardzo ważnym elementem było dokładne sprawdzenie, jak wygląda nasze zaplecze kadrowe. Przeprowadziliśmy szczegółową analizę obejmującą dziesięć powiatów w otoczeniu planowanej elektrowni. Sprawdzaliśmy, jakich specjalistów kształcą tam szkoły i jak wygląda to w zestawieniu z przyszłym zapotrzebowaniem wykonawców inwestycji. Wyniki pokazały bardzo wyraźnie, że mamy dużo pracy do wykonania. Około 27 procent analizowanych kierunków kształcenia odpowiada bezpośrednio na przyszłe zapotrzebowanie związane z budową elektrowni. Kolejne 38 procent ma potencjał do przekwalifikowania, ponieważ są to zawody pokrewne. I właśnie na tę grupę również powinniśmy zwrócić szczególną uwagę. Dla porównania, przy podobnych analizach dotyczących morskiej energetyki wiatrowej udział zawodów mających bezpośredni lub wysoki potencjał do przyuczenia jest większy, sięga 50%. To pokazuje, że w przypadku energetyki jądrowej przed nami jest jeszcze ogromna praca.
Nie mamy ambicji wchodzenia w system szkolnictwa publicznego i zastępowania szkół. To nie jest nasza rola. Chcemy natomiast stworzyć ofertę kursów doszkalających, która pozwoli przygotować pracownika do wejścia na plac budowy znacznie szybciej niż w tradycyjnym systemie kształcenia. Nie mówimy też wyłącznie o uczniach szkół branżowych czy techników. Myślimy o osobach dorosłych. Wielu polskich specjalistów pracuje dziś za granicą i część z nich być może chętnie wróciłaby do kraju, gdyby pojawiła się odpowiednia oferta zatrudnienia. 
Najtrudniejsze będzie to, żeby nie przenosić tych samych pracowników pomiędzy poszczególnymi branżami. Nie chodzi o to, aby zabrać specjalistów ze stoczni czy offshore i przesunąć ich do energetyki jądrowej. Potrzebujemy zwiększyć pulę wykwalifikowanych ludzi. Dlatego musi to być praca systemowa.
W czerwcu podpisaliśmy szerokie porozumienie, którego liderem jest starosta wejherowski. Zaangażowane są w nie szkoły, organizacje rzemieślnicze i gospodarcze, a do współpracy dołączyły również powiaty pucki i lęborski. Potrzebujemy współpracy szkół, instytucji rynku pracy, biznesu, samorządów i uczelni wyższych. Bez stworzenia takiego systemu nie osiągniemy celu.

Dużo mówi się dziś o local content, czyli o tym, ile z wielkich inwestycji realizowanych na Pomorzu rzeczywiście pozostanie w polskiej gospodarce. Od czego, Pani zdaniem, trzeba zacząć, żeby polskie firmy mogły realnie uczestniczyć w tych projektach?
Od człowieka. Local content zaczyna się właśnie od pracownika. Możemy mówić o polskich przedsiębiorstwach, podwykonawcach, dostawcach i całym łańcuchu wartości, który powstaje wokół dużej inwestycji, ale na początku tego łańcucha zawsze stoi odpowiednio przygotowany człowiek. Jeżeli mówimy o wzmacnianiu zdolności i kompetencji polskich przedsiębiorców po to, aby mogli znaleźć swoje miejsce w łańcuchu dostaw, musimy zadbać o to, żeby mieli ludzi zdolnych te zadania wykonać. Dlatego tak mocno podkreślam potrzebę współpracy i budowania systemu. Szkoły same tego nie zrobią. Samorząd sam tego nie zrobi. Biznes również nie rozwiąże całego problemu w pojedynkę. Tylko wspólnie możemy wzmocnić potencjał regionu. Jeśli chcemy, żeby polskie firmy rzeczywiście skorzystały z inwestycji realizowanych na Pomorzu, musimy zacząć od kompetencji ludzi, którzy będą dla tych firm pracować.

Rumia Invest Park otrzymała w tym roku od Pracodawców Pomorza wyróżnienie „Porta in Posterum”, czyli „Brama do Przyszłości”. Co jest dla Pani prawdziwą miarą sukcesu spółki?
To dla nas bardzo ważne wyróżnienie, ponieważ pokazuje, że stosunkowo niewielka lokalna spółka rozwinęła działalność wykraczającą daleko poza granice Rumi. Tym bardziej cieszy nas, że dostrzegli to Pracodawcy Pomorza, jedna z najważniejszych organizacji gospodarczych w regionie. To dla nas potwierdzenie, że od dłuższego czasu działamy już nie tylko na rynku lokalnym, ale również w projektach dotyczących rozwoju kompetencji i kadr dla całego Pomorza. Kiedy zakładaliśmy spółkę, nie myśleliśmy jeszcze w tak szerokiej perspektywie. Gdzieś z tyłu głowy mieliśmy jednak świadomość, że tereny inwestycyjne kiedyś się skończą i będziemy musieli znaleźć dla Rumia Invest Park kolejne obszary działalności.
Dziś współpracujemy z wieloma organizacjami. Mam przyjemność zasiadać w zarządzie Forum Pracodawców Północy oraz pełnić funkcję przewodniczącej Rady Polskiej Izby Morskiej Energetyki Wiatrowej. Od lat współpracujemy również z Pracodawcami Pomorza i realizujemy wspólne przedsięwzięcia. Czasem sami patrzymy z pewnym zdumieniem na to, jak bardzo przez te lata rozwinęła się sieć naszej współpracy. Jesteśmy zapraszani do kolejnych inicjatyw i projektów regionalnych. To nie wydarzyło się przypadkiem. Relacje partnerskie buduje się latami i wymagają one wzajemnego zaufania. Dlatego powiedziałabym raczej, że nie tyle nam się udało, ile po prostu wypracowaliśmy te efekty.

Jednym z projektów, który rozwijał się razem ze spółką, jest Wieczór Biznesu. Co mówi Pani o pozycji Rumia Invest Park fakt, że przedsiębiorcy sami zabiegają dziś o obecność na tym wydarzeniu?
To jest dla mnie bardzo wymierna miara rozpoznawalności. Kiedy patrzę, jak wiele firm chce uczestniczyć w tym wydarzeniu to widzę, jaką drogę przeszliśmy. Pojawiają się przedstawiciele branży offshore, sektora energetyki jądrowej, spółek Skarbu Państwa i przedsiębiorcy z różnych części kraju. Doszliśmy do momentu, w którym firmy same zgłaszają się z pytaniem o możliwość uczestnictwa w kolejnej edycji. Dla mnie to znak, że przez ostatnie lata zbudowaliśmy markę zarówno samego wydarzenia, jak i Rumia Invest Park. Przyszły rok będzie dla nas szczególny. Będziemy obchodzić dziesięciolecie spółki, a jednocześnie piątą edycję Wieczoru Biznesu. Będą więc dwie okazje do świętowania. Mam jednak nadzieję, że będzie to przede wszystkim dobry moment, żeby zatrzymać się na chwilę i podsumować wszystko, co wypracowaliśmy wspólnie przez tę dekadę.

Patrząc na tempo zmian i kolejne inwestycje, w jakim miejscu gospodarczo chciałaby Pani widzieć Rumię za dziesięć lat?
Trudno odpowiedzieć jednym zdaniem, ponieważ rozwój miasta jest efektem pracy wielu ludzi i wielu działań prowadzonych równolegle. Rumia ma naprawdę świetny zespół. Burmistrz wraz ze swoimi najbliższymi współpracownikami i radnymi od lat konsekwentnie pracują nad rozwojem miasta. Widać to w kolejnych inwestycjach, ale również w tym, że Rumia cały czas przyciąga nowych mieszkańców. Gdziekolwiek pojawiam się w Polsce, bardzo często spotykam kogoś, kto ma jakieś związki z Rumią. Tych „nitek” łączących ludzi z naszym miastem jest naprawdę sporo.
Za nami wiele ważnych inwestycji, między innymi tunel w Rumi Janowie, wieża widokowa na Górze Markowca czy inwestycje mieszkaniowe. Przed nami kolejne przedsięwzięcia, w tym nowy ratusz. Pomysłów na dalszy rozwój Rumi jest więcej, ale nie będę zdradzała szczegółów. Zostawię tę przestrzeń burmistrzowi, który przedstawi je w odpowiednim czasie. W Rumi potrafimy wychodzić poza schematy. Mamy dobry zespół i możemy dalej wspólnie rozwijać zarówno miasto, jak i jego gospodarcze otoczenie.
My jako spółka na bieżąco pracujemy również nad poszerzaniem naszych możliwości inwestycyjnych. Prowadzimy rozmowy dotyczące kolejnych terenów, nabywamy następne nieruchomości i rozwijamy nasz portfel inwestycyjny. Dlatego jeśli ktoś nadal szuka miejsca pod inwestycję, Rumia jest dobrym adresem. Zapraszamy do rozmowy. Tym bardziej, że inwestor otrzymuje u nas nie tylko nieruchomość, ale również kompleksowe wsparcie w całym procesie inwestycyjnym.

Oprócz kierowania Rumia Invest Park pełni Pani coraz więcej funkcji związanych z gospodarką i przedsiębiorczością. Które z tych nowych ról są dziś dla Pani szczególnie ważne?
Mam zaszczyt być ambasadorką konkursu Darboven IDEE Grant 2026, skierowanego do przedsiębiorczych Polek, które mają pomysł na własny biznes. Zostałam zaproszona do tej roli przez firmę J.J. Darboven Poland, która działa w Rumi, a jednocześnie jest firmą międzynarodową. Bardzo zależy mi na tym, żeby idea konkursu dotarła do jak największej liczby kobiet. To wyjątkowa inicjatywa. Laureatka otrzyma nagrodę w wysokości 100 tysięcy złotych na rozwój swojego projektu biznesowego. Zgłoszenia można składać do 30 września, dlatego bardzo zachęcam kobiety, które mają dobry pomysł, aby spróbowały. Wartością nie jest zresztą wyłącznie sama nagroda. Udział w takim przedsięwzięciu oznacza kontakty, możliwość skonfrontowania własnego pomysłu i wejścia w nowe środowisko biznesowe. Czasami właśnie to może okazać się pierwszym krokiem do większej zmiany.
Drugą funkcją, która jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem, jest objęcie przewodnictwa Zespołu do spraw Gospodarczych Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego. Przyjęłam tę rolę z dużą wdzięcznością, ponieważ odbieram ją również jako dostrzeżenie tego, że moja działalność od dawna wykracza poza samą Rumię. Zadaniem zespołu jest łączenie różnych stron: pracodawców, pracowników oraz administracji i prowadzenie dialogu, dotyczącego ważnych projektów gospodarczych realizowanych na Pomorzu.
Mamy dzisiaj ogromne możliwości rozwoju, ale jednocześnie wiele barier i wyzwań. Chodzi właśnie o to, żeby przy jednym stole można było o nich rozmawiać i wspólnie wypracowywać rozwiązania. Biorąc pod uwagę skalę zmian przemysłowych, które zachodzą obecnie na Pomorzu, powierzenie mi tej funkcji jest dla mnie naprawdę dużym wyróżnieniem. 

Jednego dnia rozmawia Pani o elektrowni jądrowej i local content, innego o nauce, książkach czy własnych zainteresowaniach. Czy przy takim tempie pracy potrzebuje Pani świata zupełnie niezwiązanego z inwestycjami i kolejnymi projektami?
Bez odpowiedniego balansu chyba nikt nie jest w stanie dobrze funkcjonować. Czasami w znalezieniu tej odskoczni pomaga mi mój syn. Ostatnio zabrał mnie na festiwal fantastyki do Poznania i to było zupełnie inne doświadczenie, spotkanie z innym światem i wyjątkowymi ludźmi.
Bardzo dużo dobrej energii dają mi również spotkania z kobietami. Kobiety potrafią się fantastycznie wspierać i inspirować, a ja bardzo cenię sobie takie relacje. Przyznam jednak, że przy liczbie zadań, które mam na co dzień, wyłączenie głowy nie zawsze jest łatwe. Nie mam złotej recepty na to, jak natychmiast odciąć się od pracy i odpocząć.
U mnie najlepiej działa po prostu czas. Widzę to nawet podczas urlopu. Potrzebuję kilku dni, żeby naprawdę wejść w tryb odpoczynku. Na początku wcale nie jest to proste. Nauczyłam się więc dawać sobie ten czas i nie oczekiwać, że w jednej chwili przestawię się z intensywnej pracy na całkowity spokój. Czas jest dobry na wszystko.

Na koniec, przy tylu projektach, nowych rolach i planach, czego najbardziej można Pani życzyć na kolejne lata?
Chyba najbardziej życzyłabym sobie, żeby kolejne wyzwania, których się podejmuję, nadal przychodziły z lekkością. Dla mnie jest ona znakiem, że jestem we właściwym miejscu, działam w zgodzie ze sobą i spotykam po drodze ludzi, z którymi warto robić ważne rzeczy. 
I chyba właśnie tego chciałabym na kolejne lata: poczucia, że to, co robię, ma sens i prowadzi mnie w dobrym kierunku.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Zdzisława Mochnacz

Fot. Materiały własne Rumia Invest Park

 

POWRÓT/WSTECZ