POWRÓT/WSTECZ
„Pod kapeluszem”, czyli najnowsza premiera Bałtyckiego Teatru Różnorodności

„Pod kapeluszem”, czyli najnowsza premiera Bałtyckiego Teatru Różnorodności


Rozmowa z Tomaszem Podsiadłym, reżyserem wieczoru kabaretowo-muzycznego „Pod kapeluszem”, inspirowanego twórczością Hanki Bielickiej

Twoja najnowsza realizacja – „Pod kapeluszem” – została przyjęta z dużym entuzjazmem. Trudno dziś zaskoczyć publiczność czymś, co sięga do klasyki. Co sprawiło, że sięgnąłeś właśnie po Hankę Bielicką?
Nie chcę mówić, że to był powrót do źródeł, bo to brzmiałoby zbyt patetycznie. Ale coś w tym jest. Miałem wrażenie, że przez natłok współczesnych form kabaretu, pełnych hałasu i dosłowności, gubimy coś istotnego – pewną elegancję w dowcipie, dystans, który nie wyklucza emocji, i przede wszystkim… klasę. Bielicka to nie tylko doskonała artystka – to styl bycia na scenie. Urok ironii, bez potrzeby żartowania z cudzej krzywdy. I bardzo mi tego brakowało.

Ale nie zrobiłeś o niej spektaklu biograficznego. Dlaczego? 
Bo nie interesuje mnie teatr biograficzny. Chciałem stworzyć coś bardziej uniwersalnego. Inspiracją była jej energia, tembr głosu, umiejętność mówienia rzeczy ostrych, ale z uśmiechem. Nie odtwarzamy więc życiorysu, nie kopiujemy scenicznych gestów. Szukaliśmy sposobu, żeby uchwycić ducha tamtej epoki – i przefiltrować go przez dzisiejszą wrażliwość.

Forma, jaką wybraliście, to wieczór kabaretowo-muzyczny. Czym ten format się różni od klasycznego spektaklu teatralnego?
Przede wszystkim dynamiką. To żywa, trochę niedopowiedziana forma. Tu nie ma czwartej ściany. Artyści są w ciągłym kontakcie z widownią. Reagują, improwizują, łapią oddech z publicznością. Tego w teatrze dramatycznym się raczej nie robi. Kabaret – w dobrym znaczeniu tego słowa – pozwala na wolność. Ale wymaga też ogromnej precyzji. To, co wygląda na luźne i lekkie, musi być dobrze przemyślane.

Kto stanął na scenie?
Sylwia Ogryzek i Jakub Piprowski. Wiedziałem od początku, że chcę pracować właśnie z nimi. Sylwia ma w sobie coś z Bielickiej – wewnętrzny błysk, świadomość słowa, muzykalność. Kuba to z kolei idealny partner sceniczny – dyskretny, czujny, z umiejętnością wycofania się tam, gdzie trzeba. Zagrali to z dużym wyczuciem – bez fałszu, bez chęci „pokazania się”. A to w tego typu repertuarze bardzo ważne.

Wspomniałeś wcześniej o muzyce – jaką rolę odgrywa w tym spektaklu?
Kluczową. Całość zaaranżował Beniamin Baczewski, który potrafi zamienić każdy dźwięk w opowieść. Zrezygnowaliśmy z pompy i orkiestry – postawiliśmy na brzmienia kameralne, miejscami lekko retro, ale bardzo świadome. To muzyka, która nie konkuruje z tekstem, ale go dopełnia. Nastrój buduje się tu subtelnie – jeden akord potrafi przesunąć cały sens pointy.

A teksty? Skąd je wzięliście?
Część pochodzi z repertuaru Bielickiej, część to mniej znane perełki z kabaretów lat 50., 60. i 70. Mamy też rzeczy pisane przez m.in. Mariana Załuckiego czy Stefanię Grodzieńską. Ale nie było to proste kopiuj-wklej – trzeba było je trochę przefiltrować, czasem skrócić, czasem przearanżować. Zależało mi na tym, by zachować ducha epoki, ale bez anachronizmów.

Nie boisz się, że to zbyt „archaiczne” dla młodszej widowni?
Właśnie nie. I to jest dla mnie zaskakujące. Okazuje się, że młodzi ludzie są spragnieni czegoś innego niż tiktokowy dowcip. Przychodzą i słuchają, naprawdę słuchają. Potrafią się śmiać z aluzji, gry słów, żartu sytuacyjnego. To ogromna radość – że nie trzeba nikomu niczego „upraszczać”, wystarczy zaprosić do świata, który sam w sobie ma wdzięk.

Jaki był najtrudniejszy moment w pracy nad tym projektem?
O dziwo – montaż. Mieliśmy za dużo dobrych tekstów. Trudno było z czegoś zrezygnować, nie mając poczucia straty. A drugą trudnością była decyzja, żeby nie iść w kierunku sentymentalnym. Bo to kusiło – wziąć archiwalne nagrania, zagrać „na wspomnieniu”. Ale to nie byłby nasz język. W końcu stanęło na tym, że budujemy wszystko od nowa – bazując na klasyce, ale nadając jej nowy rytm. I to było słuszne.

Czy „Pod kapeluszem” to projekt jednorazowy?
Absolutnie nie. Spektakl będzie grany regularnie. Jesteśmy po premierze w Gdyni, ale planujemy też występy w innych miastach. Mamy już zamówienia na zamknięte pokazy dla firm czy instytucji. I powiem szczerze – ten projekt ma potencjał na dłuższe życie. Jest kameralny, mobilny, no i trafia w serce. Nie tylko przez śmiech – ale też przez sposób, w jaki opowiada o świecie. Świat nie musi być nowy, żeby był nadal ważny.

Dziękuję za rozmowę.


Reżyseria: Tomasz Podsiadły
Występują: Sylwia Ogryzek i Jakub Piprowski
Aranżacje muzyczne: Beniamin Baczewski
Sponsor: HappySmile
Repertuar i bilety: www.btr.pl 

 

 

POWRÓT/WSTECZ