Na zdjęciu: Instalacja na wystawie Kacha
Ważna jest tradycja Gdyni i nasi artyści
Z Karin Moder, dyrektorką Muzeum Miasta Gdyni, rozmawia Alina Kietrys

Muzeum Miasta Gdyni jest bardzo ciekawym i widocznym miejscem. Z okazji 100-lecia miasta powstały wystawy będące wydarzeniami – choćby fotografii Bolesławy i Edmunda Zdanowskich czy ostatnia poświęcona twórczości Kazimierza Ostrowskiego pt. „Kachu totalny”, gdyńskiego niezwykłego artysty – mistrza. Ekspozycje są świetnie przygotowane merytorycznie. To prawdziwy sukces, który inspiruje zwiedzających, a muzeum zyskuje wyraźnie znaczącą rangę w kulturalnej przestrzeni miasta. Gratuluję!
Dziękuję. Bardzo się cieszę z takiej opinii i ta diagnoza ogromnie mnie cieszy, bo to było moje marzenie. Przez wiele lat obserwowałam, jak funkcjonują instytucje kultury w mieście z drugiej strony, czyli z perspektywy wydziału kultury. I odczuwałam niedosyt obecności muzeum jako instytucji upowszechniającej kulturę, bowiem muzeum nie odgrywało takiej roli, na którą zasługuje. Musiałam w tym muzeum popracować kilka lat, żeby stworzyć spójny obraz instytucji. I teraz po kilku latach pracy jestem gotowa, by razem z zespołem przystąpić do stworzenia pełnej strategii na podstawie naszych doświadczeń i stworzonych wspólnie koncepcji. I już wiem, że nasza współpraca daje efekty i z tego się bardzo cieszę.
Wielki aplauz pojawił się po otwarciu wystawy Zdanowskich.
To prawda. I to było też dla nas zaskoczenie, bo nie spodziewaliśmy się tak dużego i entuzjastycznego odzewu zwiedzających. Od początku zależało nam na stworzeniu wystawy fotografii czarno-białej z okazji jubileuszu miasta, która będzie opowiadała o Gdyni. Marzyła nam się wystawa koncepcyjna. I właśnie prace państwa Zdanowskich opowiadające o Gdyni od 1945 roku do początku lat 70. z różnej perspektywy nie są banalne. Poza tym stworzyliśmy specjalną przestrzeń scenograficzną, a we współpracy z Polsko-Japońską Akademią Technik Komputerowych ożywiliśmy wiele zdjęć. Na tej wystawie fotograficznej jest dużo światła, bo właśnie światła potrzebujemy też w scenografii muzealnej. Dowiedliśmy, że Zdanowscy, którzy są już zapoznani i wydaje się, że nie robią już na nas wrażenia, byli fotografami wysokiej próby, zwłaszcza pani Bolesława. Niesłychanie ciekawie utrwalali na kliszy obrazki gdyńskiej codzienności i zwyczajności np. potrafili utopić w poetyckiej mgle mleczarza, który wczesnym rankiem przez uśpione miasto targa butelki z mlekiem.
Szukali niebanalnego obrazu Gdyni, kadrowali miasto.
Tak, ale my też dokonaliśmy brutalnej selekcji ich fotografii. Udało nam się, tak sądzę, dojść do filozofii, która stoi za samym aktem fotografowania w pracach Zdanowskich. Mieli wielką potrzebę chwytania życia i zatrzymywania go w kadrze. To wystawa, która uczy wartości chwili, wartości tego, co jest i co należy dostrzegać.
Jak na wystawę zareagowali zwiedzający?
To było zaskoczenie dla wielu osób. Te zdjęcia to dzieła fotograficzne, które można porównać z fotografią francuską tego czasu. Ta wystawa dostarcza pełnych informacji o autorach, porządkuje różne wątki dotyczące ich działalności. Państwo Zdanowscy zakładali Liceum Plastyczne w Orłowie i ten wyjątkowy, unikalny kierunek fotografii, a także organizowali uniwersytet robotniczy, spod ich ręki wyszło wielu dobrych artystów fotografików w Gdyni, którzy działali nie tylko w Trójmieście. I ta dawna Gdynia, silnie morska, rybacka – pachnąca solą. I Gdynia stoczniowa, a także związana z marynarką wojenną. Na ich fotografiach jest to namacalne, podobnie jak budowa miast. To odzwierciedlają zdjęcia Zdanowskich.
Gdynia była również oknem na świat. Pachniało w niej wolnością.
W latach siedemdziesiątych Gdynia była wyjątkowym miastem, innym. Tutaj pachniało Zachodem. Intensywnie. To są doświadczenia, które się już nie powtórzą. Chodziliśmy do sklepów Baltony czy Pewexu po to, żeby wąchać. I to pamiętam, podobnie jak sytuacje, kiedy mój ojciec wracał z rejsu – witaliśmy go w porcie całą rodziną. To był rytuał. U niego w kabinie na statku wkładałam nos do szuflady, żeby wąchać świat.
Gdynia miała też międzywojenny styl, choćby w architekturze. I teraz udało się ten modernizm gdyński wpisać na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Jak wiadomo, Gdynianki i Gdynianie są bardzo związani ze swoim miastem. Tożsamość jest dla mieszkańców bardzo istotna, ale ten wpis śródmieścia na listę UNESCO to niesamowity impuls do doceniania i odkrywania stale wartości naszego miasta. Śródmieście Gdyni jako zespół architektoniczny jest rzeczywiście fenomenem. I znakomicie, że to zostało docenione. Warto chodzić w Gdyni z zadartą głową, by podziwiać i rozpoznawać detale na elewacjach, kształt budynków, wykończenie, oglądać oryginalne drzwi, zaglądać na klatki schodowe. Okien z okresu modernizmu już pewnie prawie nie ma, remonty zrobiły swoje.
Wystawa fotografii Zdanowskich to nie jedyna wystawa w muzeum z okazji 100-lecia miasta.
Oczywiście nie jedyna. Pokazywaliśmy też prace naszego gdyńskiego artysty malarza Janusza Osickiego, profesora Wydziału Architektury na Politechnice, który w ubiegłym roku był laureatem Galiona Gdyńskiego, nagrody artystycznej prezydenta miasta Gdyni. Wystawa nosiła tytuł „Ciągłość w procesie”. To przepiękna i oryginalna twórczość abstrakcyjna. I podczas tegorocznej Nocy Muzeów wśród wszystkich naszych projektów ta wystawa cieszyła się największym powodzeniem. Były tłumy zwiedzających. To opowieść o sztuce jako codziennej praktyce i drodze życia artysty. Przed obrazami Osickiego warto było się zatrzymać i pomyśleć. Dawały nam one swobodę interpretacyjną, a ciekawe techniki malarskie budziły zainteresowanie zwiedzających. Janusz Osicki był uczniem Kazimierza Ostrowskiego.
I teraz w muzeum można oglądać niezwykłą wystawę zatytułowaną „Kachu totalny”. Kachu – tak mówili o Kazimierzu Ostrowskim, wielkim malarzu i niezapomnianym profesorze gdańskiej PWSSP – przyjaciele i studenci, którzy ubóstwiali swego Mistrza. Wystawa została przygotowana z niebywałą starannością. Brawo!
Pamiętam Kacha Ostrowskiego z miasta. Swoją osobowością i twórczością zawsze był obecny w Gdyni. Jako młoda dziewczyna widziałam jego twórcze propozycje przede wszystkim na elewacjach budynków, we wnętrzach sklepów, w sali telefonicznej poczty przy ul. 10 Lutego. Niestety, dzisiaj już nic z tamtych prac nie zostało, zostały po prostu zamalowane. A z dziesiątego piętra domu, w którym mieszkałam przy torach kolejowych, widziałam na elewacji jednego z budynków w formie kubistycznych statków wymienione wszystkie lokale w Gdyni: Kapitański, Roxana, Panorama, George. To było egzotyczne. Teraz wiem, że to był gdyński wielokąt bermudzki, w którym wielu zagubiło się na długi czas. To była też opowieść o tym mieście marynarzy, stoczniowców, portowców. Te powidoki, kolory, brązy, ale też terakota jako materiał – to wszystko zostało w mojej wrażliwości. I kiedy przyszłam do pracy w Muzeum Miasta Gdyni i odkryłam w magazynach obrazy Ostrowskiego, wiedziałam, że Kachu musi być artystycznym symbolem naszego miasta. To był strzał w moje serce i wiedziałam, że nasze muzeum powinno postawić na Ostrowskiego.
Profesor Dariusz Filar ostatnio w mediach publicznych postulował, by ta wystawa była stałą ekspozycją w gdyńskim muzeum.
Muzeum, dzięki współpracy z córką artysty panią Honoratą Pilszyk wzbogaciło się o nowe prace Kazimierza Ostrowskiego. Na tę wystawę także wiele instytucji użyczyło nam jego prace, łącznie z Filharmonią Bydgoską i słynnym projektem znakomitego gobelinu. Oczywiście te pożyczone prace będziemy musieli oddać, ale będziemy pracować nad własną kolekcją dzieł Kacha. Cztery lata pracowaliśmy nad tym, by osoba artysty i wiedza o nim przebiła się do świadomości Gdynian. By uznali, że Ostrowski jest nasz, gdyński. Sama tabliczka na domu, w którym mieszkał i żył, to za mało. Krynica szczyci się Nikiforem, a Gdynia ma Kacha. Chcemy też wyjść z twórczością Kazimierza Ostrowskiego w miasto. I to niebawem.
Na parterze muzeum jest ekspozycja, na której prezentowane są ciekawe projekty opakowania muzeum w papier.
Dla nas w muzeum jest ważne, by stało się ono centrum, wokół którego gromadzą się uzdolnieni twórczo młodzi ludzie. Stąd wystawie „Kachu totalny” towarzyszy ciekawa instalacja biegnąca przez pięć pięter. Wykonana została przez studentów Akademii Sztuk Pięknych z pracowni Patryka Hardzieja. Stąd współpraca z PJATK nie tylko przy wystawie Zdanowskich – zaproponowaliśmy również, by zmierzyli się z bardzo praktycznym tematem w konkursie: zaprojektuj wzór papieru pakowego dla muzealnego sklepu. I te projekty wydrukowaliśmy i funkcjonują one w naszym sklepie. Równocześnie pokazujemy te prace na ekspozycji. Jestem zadowolona z tego konkursu, bo młodzi ludzie musieli poznać nasze muzeum, jego profil i zasady działania. Nauczyli się też, jak współpracuje się z klientem. W tym konkursie były też nagrody.
Czego możemy spodziewać się w najbliższym czasie w Muzeum Miasta Gdyni?
Jesteśmy w muzeum opiekunem gdyńskiej tożsamości. Myślimy ciągle o historii miasta. Stąd nasz ośrodek badań nad Gdynią i seria monograficzna o mieście. Powstał już tom „Niepoznana”, w który po raz pierwszy opisujemy archeologię tego miejsca przed powstaniem miasta. Przygotowujemy następne tomy. Oczywiście myślimy też o Gdyni marynarskiej, portowej, rybackiej i stoczniowej. Nie możemy zgubić tradycji morskiej i portowej, bo one ukonstytuowały to miasto. W najbliższym czasie będziemy współpracować z Gdyńskim Centrum Filmowym przy okazji wrześniowego festiwalu polskiego kina. W przyszłym roku będzie ważna wystawa poświęcona Henrykowi Baranowskiemu, gdyńskiemu malarzowi-maryniście. Jego obrazy to malarstwo wysokiej próby. A w latach 70. i 80. był to w Gdyni wszechobecny artysta. Chcemy przypomnieć jego obrazy i pokazać go jako świetnego warsztatowo, niezwykle wrażliwego twórcę.
Niespodzianką będzie zapewne też wystawa Wojciecha Kostiuka, gdyńskiego grafika. Znamy go jako piewcę Gdyni, artystę, który odnosił się do przełomowych wydarzeń historycznych w naszym mieście, jak chociażby do masakry grudniowej w 1970 roku. A mało kto wie, że Kostiuk ma duży zbiór prac, które rozpięte są między stylistyką Hieronima Boscha a grafikami Salvadora Dali. Chcemy pokazać surrealistyczne światy Wojciecha Kostiuka.
Trzecia wielka wystawa będzie z cyklu „Polscy projektanci”, zapoczątkował ją mój poprzednik dr Jacek Frydrych. Razem zaprezentujemy ceramikę Marty Gazur, designerki z Bolesławca. Będzie to próba określania granic miedzy rzemiosłem artystycznym a sztuką.
Dziękuję za rozmowę i namawiam do wizyty w Muzeum Miasta Gdyni.

Światło Gdyni z wystawy Bolesławy i Edmunda Zdanowskich

Kachu totalny